Ciężki Luty

Mimo,że jest to najkrótszy miesiąc w roku, dla mnie ciągnął się okropnie. Kontuzja, która dopadła mnie na przełomie Stycznia i Lutego była moją pierwszą w życiu,ale tez nigdy wcześniej nie miałem okazji systematycznie trenować, więc to nawet zrozumiałe. Do tej pory nie wiem, czy udało mi się jej  pozbyć na tyle, aby przebiec maraton, ale kilka przemyśleń związanych z prawie miesięczną przerwą.
Po pierwsze.
Sam sobie jestem winny. Tyle się naczytałem o tym, żeby nie przesadzać z treningami, żeby się nie przetrenować i mądrze zwiększać kilometraż...i co?I się przetrenowałem. Przeciez czułem się świetnie! Biegało mi się rewelacyjnie, to czemu miałbym biegać mniej?No właśnie dlatego. ZABA czyli Zbyt Ambitny Biegacz Amator, pasuje tu idealnie.
Po drugie.
Mój plan treningowy można powiedzieć legł w gruzach. Czas, w którym powinienem robić długie wybiegania i siłę biegową, spędziłem głównie na zabiegach z fizykoterapii (tu muszę podziękować mojej koleżance Małgorzacie za pomoc!).Ale dzięki temu moje kolano jako tako działa.
Kolejna rzecz, czyli po trzecie.
Przez ten czas dowiedziałem się kilku rzeczy o sobie. Otóż nigdy nie sądziłem, że mogę czegoś komuś zazdrościć. Zazdrość raczej jest mi obca, a tu szok!Byłem zazdrosny o każdego biegacza, którego mijałem np. jadąc samochodem, lub obserwując treningi znajomych na endomondo...Oczywiście nie było w tym żadnej zawiści - raczej żal, że ja nie mogę biegać, a mimo to czułem się z tym conajmniej dziwnie. Z taką zazdrością związane były równiez huśtawki nastrojów -  od "dam radę! Zdążę się przygotować" do zupełnej rezygnacji po próbie przebiegnięcia kilku kilometrów..Na szczęście mam żonę, która nawet na chwilę nie dopuszczała mojej rezygnacji do wiadomości i ciągle mnie wspierała i wspiera.(Dziękuję!)
Po czwarte i już kończę wyliczanie.
W zeszłą Niedzielę zacząłem biegać. Jak to napisał Bartek K. w jakimś poście na fb, szału nie ma      i d**y nie urywa;), ale biegam. Czuje brak systematycznego biegania, wczoraj też pierwszy raz od dawna pomyślałem sobie "że mi się trochę nie chce wychodzić" i  musiałem ze sobą "powalczyć".Wygrałem. Musiałem też zmienić swoje nastawienie do dwóch najbliższych startów. Na Półmaraton Warszawski nie jadę już po "życiówkę", o  która w takim tłumie chyba i tak byłoby trudno, chcę przebiec na w miarę dobrym poziomie poniżej 2h, zobaczymy co będzie. Jeżeli chodzi o Cracovia Maraton to celem w tym momencie jest tylko ukończnie, bez celowania w jakikolwiek wynik, i mam nadziję, że kolano mi na to pozwoli.
P.s.
Naszmaraton ma blisko 4 tysiące odwiedzin, a to oznacza, że chce Wam się czytać nasze posty!Jestem/jesteśmy Wam za to bardzo wdzięczni!;)

Damian Orzechowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz