Udany czy nieudany? 35 Maraton Warszawski

To już historia. 35 Maraton Warszawski przeszedł do historii, również mojej.

Próbuję na chłodno i bez emocji ocenić mój bieg, i nie jestem w stanie. Nie wiem czy mam się cieszyć, czy wkurzać na siebie.  
Ale od początku.
Przed startem. Fo. FotoWodzu

A początek był w naszym wykonaniu falstartem. Za późno wyjechaliśmy z Bemowa gdzie nocowaliśmy, a ja przecież miałem kilka pakietów startowych dla biegnących  znajomych i przyjaciół. Nie ukrywam,  że wdarła się przez to trochę nerwowa atmosfera w nasze szeregi, nie udało się też spotkać z całą grupą na spokojnie przed biegiem. Nauczka na przyszłość.
Co do biegu, zdecydowałem się wystartować na letniaka, czyli koszulka (wiadomo jaka) i spodenki. I nie żałuję. Pogoda była świetna do biegania, chwilami nawet gorąco. Zrobiłem też coś, czego robić nie można. Założyłem opaski kompresyjne na łydki, chociaż nigdy w nich nie biegałem - prezent od najlepszej żony na świecie ;) I też nie żałuję, że je założyłem. Myślę, że uratowały mi bieg...Na 12km zaczął łapać mnie skurcz w lewej łydce! Nadmienię tylko, że przez ostatnie półtora roku mojego biegania, nigdy skurcz mnie nie łapał - ot, taka niespodzianka na maraton! Nic, trochę porozciągałem łydkę, poruszałem stopą i dało radę. 
A! Buty! Założyłem startówki Asics. Jak to napisał Krasus, po to są startówki, żeby w nich startować! I tego wyboru również nie żałuję.
Wszystko było pięknie. 10km, 15km, 21km, jak w zegarku. Czas idealny, fajne towarzystwo, biegniemy! Zając trzymał równe tempo, nadrobiliśmy zaległości z początków biegu. Czasami miałem wręcz wrażenie, że coś się zającowi porąbało i leci na 3.30! Ale nie, to mądry zając był.
Pierwsze sygnały, ze słabnę były na podbiegu przy słynnej już Arbuzowej. Dziwne uczucie, ja lubiący podbiegi, mogłem tylko patrzeć jak mi uciekają moje baloniki z 3.35... Przełamałem się i dogoniłem mądralę. Do 33 km było wszystko super, biegnę sobie, podziwiam wspaniałych kibiców na Ursynowie, i zaczynam się zastanawiać dlaczego moje baloniki tak przyśpieszyły? A nie, to ja zwalniam! Chociaż wydaje mi się, że biegnę dobrym, równym tempem, zwalniam!

Dzień dobry, to ja kryzys Twój osobisty. Będziemy teraz biec razem, trochę wolniej niż planowałeś - cieszysz się?

Nie! Nie cieszę się, wpadam w złość i wszystko mnie wkurza! Znowu ten pieprzony 34km! Powtórka z Krakowa! Czuję jak opadam z sił, powtarzam sobie "tylko nie przechodź do marszu bo będzie po biegu!" Rwanym tempem biegnę, ale o czasie 5.05/km mogę zapomnieć. Nie mam siły.
Spotykam koleżankę Dorotę, na Jej pytanie "jak tam?", odpowiadam elokwentnie i miło, jak na mężczyznę przystało "ja pie$#@$%lę". Taki ze mnie dżentelmen...Na szczęście Dorota pobiegła kawałek za mną i zamieniliśmy jednak parę słów.
35 km to przypływ wiary w siebie. Tam stała moja Karolina z grupką kibiców. Usłyszeć krzyczane przez megafon "dajesz Damian, biegnij!Już niedaleko!" To jest coś. Poza tym widok Karoliny, która skacze z radości na mój widok, dał mi kopa.
Miałem spory zapas czasu. Myślę sobie może się jeszcze uda zbliżyć do 3.35. Nie udało się. Mimo najlepszych chęci, mimo najlepszego  Wodza, który próbował mnie holować na 40km, nie udało się. Na 39 km poczułem taki ból w okolicach przepony, że aż oddychać nie mogłem. Musiałem przejść do marszu raz, później drugi i trzeci. Kolka albo jakieś inne cholerstwo, które mnie dopadło zrobiła swoje.
41km, dobrą miną nadrabiam... Fot. FotoWodzu
Mimo wszystko wbiegłem na metę. Faktycznie Stadion robi wrażenie. Mnóstwo ludzi, atmosfera, brawa i uśmiechy. Na koniec medal. Udało się. Ukończyłem drugi maraton. Zrealizowałem coś, co gdy zakładaliśmy akcję Biegnę, żeby Bartek mógł biegać wydawało się niemożliwe.

Mam swoją nową życiówkę -  nie najgorszą zresztą - 3.36.53, 1636 miejsce w OPEN i 350 miejsce w M- 20.
Mam też mnóstwo rzeczy do poprawienia, przemyślenia i przetrenowania. Biegnę dalej. Biegnę, żeby Bartek mógł biegać! 


No to jeszcze raz pytanie: Czy się cieszę? Bardzo! Czy jestem zadowolony? Mogło być lepiej, ale jestem dobrej myśli - będzie lepiej!

Gratuluję mojej żonie, Tej co biegać nie lubi, za Jej świetny wynik w biegu na 5km. Mam nadzieje, że też coś napisze od siebie ;)

W końcu mamy wspólne zdjęcie z medalami ;)

Dziękuję wszystkim za wsparcie. Za dobre słowa, za uśmiech i gratulacje po biegu. 
Jestem szczęśliwy, że mogłem w końcu osobiście poznać kilku wspaniałych ludzi, którzy nam pomagają. Dziękuję tym co biegli z nami dla Bartka, robicie coś wyjątkowego i jesteście dla nas ogromną motywacją!


Damian Orzechowski

10 komentarzy:

  1. Skurcz na 12 km? o kurde, niezły kosmos.. dobrze, że udało Ci się szybko go pokonać!

    "Do 33 km było wszystko super", kurde, tuż za flagą 33km kibicowałem, czyżby to nasze spotkanie tak na Ciebie podziałało?;)

    Gratuluję wyniku. Powalcz z tymi przeciwnościami i słabościami, a 3:30 łykniesz bez popity!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.Tak jak pisałem, mam dużo do poprawienia. W Debnie 2014 powalczę o 3.30 jak zdrowie pozwoli. A ten skurcz to była jakaś masakra, bałem się, że już po biegu.

      Usuń
  2. Panie Damianie jest Pan WIELKI, przeczytałam z ogromnym wzruszeniem, co tu dużo mówić ze łzami . Gratulacje, powodzenia w dążeniu do celu, dużo siły i wytrwałości dla Pana i przeuroczej żony, a dla Bartusia dużo, dużo zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Gratuluję Maratonu! i Żonie oczywiście także, 5km to wspaniały dystans! A Bartkowi życzę, żeby mógł do Was w bieganiu dołączyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Bartek na pewno do nas dołączy!

      Usuń
  4. Damian. Pobiłeś swój wynik o 25 minut. Przelicz sobie o ile szybciej przebiegałeś każdy km to będziesz miał odpowiedź, czy maraton był (lub nie był) udany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Wojtek, wiem ;) Im więcej czasu mija od biegu tym bardziej jestem zadowolony ;)

      Usuń