Dobro powraca

To trudny temat. Trudno o tym pisać, bo można łatwo wpaść w banał lub pisać nazbyt patetycznie. Mam nadzieję, że tego uniknąłem w poniższym tekście,  jeśli nie, to przepraszam, starałem się ;)

Od czasów liceum pracowałem jako wolontariusz. Głównie z dziećmi z umiarkowanym upośledzeniem w szkole specjalnej. Zawsze widziałem w tym sens.  Pozbyłem się wewnętrznych barier i lęku przed niepełnosprawnością. Uwielbiałem przychodzić na moje "dyżury" w szkole specjalnej. Pomaganie tym dzieciakom w nauce, zabawa z nimi, wspólne spędzanie czasu, to był bardzo ważny element mojego dorastania. Dzięki temu wiedziałem, co chcę w życiu robić.

 Czasy liceum. IV klasa. Idę z grupką znajomych, mijamy uczniów szkoły specjalnej, słyszę:
- Cześć Damian
- Cześć, co słychać? Już po lekcjach?
- Tak, jadę do domu
- to pa.
Mój kolega do mnie : O, masz nową dziewczynę? Z Downem się spotykasz? hehe, no, no fajna...
Ja: Ale jesteś idiotą, aż mi Ciebie żal.


Na studiach trochę się zmieniło. Wiadomo życie studenckie. Dość beztroskie i przyjemne czasy, ale w dalszym ciągu byłem wolontariuszem. Prowadziłem zajęcia profilaktyczne, chociaż swoim zachowaniem, często przeczyłem  zasadom profilaktyki...;)

Maj, 2004 rok, klasa maturalna, koniec roku szkolnego.  Moja rozmowa z liderem naszego koła wolontariatu:
E: O! Cześć!
Ja: Cześć...
E: Co jest?
Ja: Nie wiem, jakoś mi tak przykro...żal...
E: Musiałeś się pożegnać z dzieciakami?
Ja: No...zobacz co mi dały - nasze wspólne zdjęcie, same się na nim podpisały!
E: Wow!
Ja: Kurcze, będzie mi ich brakować!

Od kilku lat pracuję jako pedagog szkolny,  staram się wolontariatem zaszczepić moich uczniów.
Z większym lub mniejszym zainteresowaniem z ich strony, ale działamy. Robimy coś dla innych.

Pamiętam taką sytuację, zanim urodził się Bartek,  gdy z grupką wolontariuszy szykowaliśmy się na piknik dla osób niepełnosprawnych, jedna z uczennic zadała mi pytanie, które brzmiało mniej więcej tak:  
A co by pan zrobił, gdyby panu urodziło się niepełnosprawne dziecko? (...)

Ostatnie dni, są szczególne dla mnie i mojej rodziny. Przy okazji Kieleckiej Dychy, otrzymaliśmy mnóstwo wsparcia i dobrych słów od wielu osób. Żeby ich wszystkich wymienić, musiałbym założyć odrębny post, więc po prostu podziękuję Wam wszystkim

Również w sieci -  na Facebooku i naszym Blogu dostajemy wyrazy sympatii i dużo bardzo ciepłych słów, często od ludzi, których nigdy nie widzieliśmy na oczy, lub znamy krótko.
szuranie.pl, Moja Przemiana, Fit.Life.Beauty, La vida es mentolada Bliczek.pl, Świat Wg. Ms.Piętki oraz Tomek z CKsport - to o Was. Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem.
Nie wierzę w przeznaczenie, ale zawsze twierdziłem, ze dane komuś dobro do nas wróci. I wraca. Od ponad dwóch lat jesteśmy otoczeni ludźmi, którzy przy każdej okazji dzielą się dobrem z nami. Gestem, słowem, listem, komentarzem. Pieniędzmi. I jeżeli to zasługa tego, że w jakimś stopniu, kiedykolwiek mogłem komuś pomóc, to mogę tylko powiedzieć, że WARTO. Warto być dobrym dla innych! Brzmi banalnie, ot taki frazes. Jednak, jeżeli ze słów przejdziemy do czynów, ten banał nabiera zupełnie innego, namacalnego wymiaru.

Życie potrafi być przewrotne. Kto by pomyślał, że przyjdzie mi/nam zmierzyć się z niepełnosprawnością własnego dziecka.  A jednak tak się stało. A skoro żyjemy w takich a nie innych warunkach, musieliśmy poprosić o pomoc innych. Nauczyć się prosić o pomoc. I tę pomoc uzyskaliśmy. I nie chodzi tylko o pieniądze. Dzięki Bartkowi zyskaliśmy też przyjaciół i wielu życzliwych nam ludzi.
Zawsze powtarzam, że dla nas Bartek nie jest niepełnosprawny. Ma po prostu trochę pod górkę na starcie. I pod tę górkę pomaga mu wejść naprawdę dużo ludzi.
Bo dobro powraca.


fot. Marcin Kowalczyk


Damian Orzechowski

15 komentarzy:

  1. Dziękuje Damian za te słowa były mi teraz bardzo potrzebne. Pozdrawiam Bartek )

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj wraca, wraca. Czasem w prozaicznych sytuacjach (kiedyś zgubiłem pen-drive'a na stacji metra, ktoś go znalazł i po tym, co było na nim, odnalazł mnie w sieci, napisał do mnie i oddał mi go!), a czasem w dużo mocniejszym wydaniu. Dlatego warto czynić dobro, tak po prostu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak po prostu, masz rację. tak jest najlepiej.

      Usuń
  3. Łzy lecą mi jak grochy... Zawsze wierzyłam w dobro, ono było, jest i będzie. Mimo, że żyjemy w świecie pełnym braku wiary, pędzącym za kasą i próżnią... Zawsze można wybrać swoją własną drogę. Jesteście dla mnie wzorem do naśladowania a Wasza miłość i siła codziennie pokazuje mi, że można żyć lepiej. Bardzo się cieszę, że ten tekst powstał, trzeba mówić i pisać o rzeczach i Ludziach dla nas ważnych... Trzeba dzielić się emocjami i dawać dobry przykład. Takim przykładem jest dla mnie Wasze życie. Może i Bartek ma pod górkę, ale najważniejsze to to, że pod tę górkę nie wchodzi sam. I na pewno wejdzie na sam szczyt, mocno w to wierzę i mocno trzymam za Niego kciuki!!! I za Was Kochani!!! DOBRO WRACA :)

    OdpowiedzUsuń
  4. o to właśnie chodzi! Mam nadzieję, że ludzie też robiąc takie rzeczy nie koniecznie czekają, aż dobro powróci. Liczę na to, że robiąc coś, robią to bezinteresownie. Mam taką nadzieję. Czasami okazuje się inaczej - ale cóż. życie...
    joniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie. Ale trzeba być dobrej myśli.Pozdrawiamy!

      Usuń
  5. Uuuuuu muszę ochłonąć! Kurcze obserwuję Waszą inicjatywę, od razu się zachłysnęłam, bo to takie prawdziwe i budzące radość, żaadne współczucie i żal, samą radość. Choć teraz w moich oczach pojawiły się łzy, a Piętka nie płacze! ;)
    Zupełnie się nie spodziewałam żadnych podziękowań! Myślę, że i tak za mało zrobiłam, w następnych inicjatywach chciałabym wziąć czynny udział w organizacji, bo zaraziłam się Waszą akcją dla Bartusia, zachłysnęłam się i zrobię naprawdę wszystko co będzie trzeba :)
    Dziękuję jeszcze raz i poproszę koszulkę "firmową"! Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miałem podobnie, gdy czytałem Twój post na nasz temat. Pozdrawiamy, koszulka czeka!

      Usuń
    2. Serio?! Bo pozytywna energia krąży, wisi, cyrkuluje, ale nie wszyscy ją dostrzegają. Po prostu idziemy tą samą drogą :) A propos koszulki to musimy się zgadać na odebranie!

      Usuń
    3. serio, serio ;) Daj znać kiedy i gdzie możemy się spotkać ;)

      Usuń
  6. Nie zapominaj Damian, że Bartek pod tą górkę nie wejdzie tylko wbiegnie ;) pozdrawiam Szczepan ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedyś, gdy zaczynałem biegać, chciałem tylko schudnąć... nie sądziłem wtedy, że to bieganie mi tyle da - teraz znów coś otrzymałem, potężną lekcję życia - dzięki za to, pzdr Tomek z CKsportu [wielkość literek ma znaczenie! ;)]

    OdpowiedzUsuń