Trudny maraton...

Wyobraź sobie... biegniesz jeden z najważniejszych biegów swojego życia... Na nogach sprawdzone buty, te same od pół roku, przebieg jeszcze nie przekroczył 1000km, wydaje się, że jest ok... mijasz kolejne kilometry, najszybciej jak potrafisz. Wokół znajomi, przyjaciele, wszyscy Ci kibicują... i nagle... coś się dzieje... niespodziewanie pojawia się wielka rana na stopie... ktoś ściąga Ci buta, krzyczy, że nie możesz dalej w nim biec, każe Ci zejść z trasy, odpuścić bieg...
Nie słuchasz, podrywasz się do dalszego biegu, chcesz biec, choćby bez buta, choćby z tą raną byle dobiec...

Wyobraź sobie małe dziecko, 2,5 roku- potrzeba ruchu przeogromna, ciężko go zatrzymać, każdy podskok, bieg, przejście do celu- wielki uśmiech na twarzy. Bo przecież każdy 2,5 latek potrzebuje być samodzielny. Sam chce przynieść zabawkę, sam chce pobiec po nocnik do łazienki, sam chce przybiec do taty, który właśnie wrócił z pracy.
Teraz to niemożliwe... 2 dobę walczymy z wielką raną, która pojawiła się na nodze Bartka... Nie jest możliwe, żeby Mały nosił protezę... Walka jest podwójna, jedna z raną która jest oporna na różne maści i antybiotyki, druga walka z Bartkiem... ciężko mu wytłumaczyć, dlaczego nie może mieć protezy. Jeszcze trudniej przekonać go do tego, żeby nie chodził...

Staramy się jak możemy zapełnić mu czas zabawą, która nie wymaga chodzenia i biegania...
Na razie się to udaje, ale jak wiadomo każdy biegacz chce dobiec do celu, chce wrócić do treningów... mały przyszły Maratończyk też...

Oglądanie zdjęć z Tatą
 Trzymajcie kciuki za szybki powrót Bartka do zdrowia.

Rana wywołuje u mnie okropne emocje... ciężko powstrzymać się od łez...

Karolina Orzechowska

2 komentarze: