Piątka dla Bartka widziana z boku - relacja Piotra.

154 – to mój numer startowy podczas II 5DB i nie jest on zwykłą pamiątką. Pewnie jak większość biegaczy, trzymam swoje numery jako pamiątka ukończonego biegu, zwycięstwa nad własnymi słabościami i dowód że jak postawie sobie cel to go zrealizuje. Numer 154 będzie jednak pamiątką zupełnie innego rodzaju.
Najpierw się przedstawię. Piotrek, biegam od jakiegoś czasu, za sobą mam 3 maratony.
 
Do drużyny dla Bartka dołączyłem w kilka tygodni temu. Właściwie nie umiem wytłumaczyć dlaczego tak późno, w różnego rodzaju akcjach charytatywnych biorę udział regularnie. Do „II 5 DB” przystąpiłem patrząc na wszystko z boku. Mam nadzieję że w przyszłym roku już bardziej się włączę w organizację, jestem do dyspozycji, niemniej dzisiaj moje podsumowanie będzie właśnie z tej perspektywy – siedząc na trybunach poza główną grupą.
Nie lubię powtarzania, dlatego, mimo że są do tego podstawy, nie chciałbym koncentrować się na świetnych wrażeniach i super organizacji. Chciałbym napisać o czymś innym. Patrząc z boku zarówno na sam bieg jak i na drużynę widzę spełnione warunki jakie powinna mieć akcja charytatywna która porywa tłumy. Z własnego doświadczenia mogę porównać BDB do pewnej, bardzo specyficznego rajdu – ZŁOMBOL. To zupełnie inny rodzaj „rozrywki” – rajd po Europie samochodami produkcji PRLoskiej, czyli Maluchami, Żukami itd. I to jest naprawdę ciężka sprawa. Ok. 6.000 km samochodami którymi przejazd między Kielcami a Jędrzejowem to wyzwanie. Aby pojechać w rajdzie należy zebrać określoną kwotę na rzecz domów dziecka. W 2012 roku do Grecji pojechało ponad 210 samochodów zbierając 350.000zł! Moja drużyna na NordKamp w Norwegii.

Gdzie tutaj analogia? Atmosfera. Spotkanie ludzi którzy mają podobne pasje, predyspozycje i chęć do przeżycia przygody i pomagania. I to jest dla mnie główny warunek, który akcja musi spełnić by odnieść sukces. Łączyć ludzi o podobnych zainteresowaniach i predyspozycjach w szlachetnym celu. Pojawia się dzięki temu atmosfera która pozwala pracować w pocie czoła po godzinach, zbierać środki od sponsorów itd. Uczestnictwo w takiej grupie daje biegaczom poczucie bycia częścią drużyny. I to w tak indywidualnej dyscyplinie jak biegi średnio i długodystansowe. Ta atmosfera, fakt że członkowie grupy dostają w zamian za pomoc prawdziwą drużynę, jest dla mnie najbardziej fascynujące. I tutaj w głowie pojawia się myśl. Tak trudna sytuacja dla młodych rodziców jak narodziny dziecka z uszczerbkiem na zdrowiu była początkiem tak wspaniałej akcji.

Wbiegając na stadion nie mogłem przestać o tym myśleć. „Jak silnym człowiekiem trzeba być żeby się nie załamać i zamiast wołać do nieba dlaczego ja, wziąć sprawy we własne ręce”. Nie lubię patetyzmu, używania wielkich słów. Naprawdę. Unikam tego jak ognia. Jednak kolejny akapit nie mogę napisać inaczej. To co zrobili rodzice Barka powinno być pokazywane wszędzie, gdzie pojawia się „walka o zdrowie”. Postawa którą należy powielać – nie poddać się, nie załamać rąk a wstać i walczyć. Nawet nie umiem sobie wyobrazić jak było Wam trudno. Młodzi ludzie, którym rodzi się dziecko które od samego początku potrzebuje zdwojonej uwagi. Samo przyjście na świat dziecka wywraca życie do góry nogami. A w Waszym przypadku? W pierwszej rundzie walki z losem dostajecie potężny cios. Jednak wstajecie i walczycie dalej. Na koniec drugiej rundy los leży poobijany, ze złamanym nosem i bez zębów. Druga runda skończyła się w niedzielę. Numer 154 będzie wisieć koło innych numerów startowych. Będzie jednak symbolizował coś innego – cechy jakie powinien mieć dobry ojciec. Wytrwałość, nieustępliwość i skuteczność w dążeniu do zapewnienia lepszego życia swoim dzieciom.

Damian Orzechowski

1 komentarz:

  1. Ładnie napisane, pozdrawiam Piotra i rodzinę Bartka!

    OdpowiedzUsuń