II Półmaraton Radomskiego Czerwca '76 - relacja.

Czapki z głów przed organizacją Półmaratonu Radomskiego Czerwca '76! Na ten moment, to bez wątpienia moja ulubiona impreza biegowa na dystansie półmaratonu. I coś mi się wydaje, że nie jestem sam w tym przekonaniu.
Organizacja tego biegu to pełen profesjonalizm. Świetnie oznaczona trasa, mnóstwo wolontariuszy, długie punkty z wodą i izotonikiem, WC, kurtyny wodne - brawo! Kibice, dzieciaki i dorośli - rewelacja, niemal na każdym kilometrze dało się odczuć, że miasto żyje biegiem.
Do tego dochodzą imprezy towarzyszące, charytatywna mila, bieg dla dzieciaków. Organizatorzy wiedzą jak się robi fajne imprezy!
Nie jestem "pakieciarzem", raczej mało mnie interesuje co jest w pakiecie startowym biegu, na który się zapisuje, jednak tutaj trzeba o pakiecie wspomnieć. W optymalnym czasie opłata startowa wynosiła 30zł, a  w tej opłacie: koszulka techniczna, dwie szklanki, opaska na głowę z logo biegu, izo, batonik. Sporo co nie? Doskonale wiem, ze to wszystko zależy od sponsorów, ale ktoś tego sponsora przecież znalazł, a poza tym atmosfery kupić się nie da, a w Radomiu biega się naprawdę świetnie.
Jest z kogo brać przykład przy organizacji biegów.

A mój występ? Muszę go rozpatrywać w dwojaki sposób. 
Pod względem ambicji i mojego rozbujanego biegowego EGO (ego, ego, ego :) ) to występ był taki sobie. 1.32.05 to  35s. gorzej niż w Krakowie [KLIK] . Ambicja mówiła o złamaniu 1.30, serce bardzo chciało, ale jak się okazuje - to nie wystarczyło.
Fot. Agnieszka Siciarz

Zdroworozsądkowo mogę powiedzieć, że łamanie 1.30 dziś było poza moim zasięgiem. Powrót po kontuzji, i tylko trzy tygodnie solidnych treningów to jednak zbyt mało.
Dodatkowo miałem dziś niespodziankę w postaci kolki na 6km, i to takiej, która zatrzymała mnie na ponad minutę. Ból był tak silny, że z trudem mogłem oddychać, a w głowie miałem tylko myśl "no to po biegu". Jednak nie było po biegu. Była walka do końca. Szczerze powiedziawszy jestem nawet dumny z siebie za próbę dogonienia grupy na 1.30.  Mam wrażenie, że to był dla mnie bardzo ważny bieg pod względem psychologicznym. Mimo nieplanowanego postoju, bólu i chwil słabości na trasie  gdzie tempo bardzo spadało, cały czas powtarzałem sobie - daj z siebie wszystko!  I dałem. Może nie udało się dogonić grupy, ale podjąłem walkę, a to cenne doświadczenie.
Swoją drogą chciałem podziękować chłopakom, którzy zatrzymywali się, żeby nieść mi pomoc - DZIĘKI!
A pisałem już, że ja nie miewam kolek? Uwielbiam bieganie za nieprzewidywalność!

I jeszcze uwaga nieco bardziej "techniczna".
Kolejny raz przekonałem się jak świetnie działają żele energetyczne Agisko, w trakcie biegu naprawdę ratowały mi tyłek i podnosiły poziom energii. Zużyłem dwa, na 10 i 17 kilometrze. Działają rewelacyjnie.

A na koniec napiszę tylko, że pięknie wyglądała wczoraj Drużyna Bartka! Byliśmy widoczni i szybcy! Zajęliśmy 3 miejsce w klasyfikacji drużyn!
Na zdjęciu niżej nasza "mała" zbiórka przed startem. Robiła wrażenie, miny i spojrzenia osób "postronnych" mówiły same za siebie.
I chyba powstała nowa tradycja w Drużynie. Hasło "biegniemy dla Bartka" wykrzyczane kilka razy w rytm oklasków, niosło się tego ranka ulicami Radomia. Pięknie!
Wszystkim startującym gratuluję ukończenia biegu, szczególnie debiutantom. Gratuluję również wielu życiówek, które wczoraj padły. Jesteście inspiracją do pracy nad własnymi słabościami!








Damian Orzechowski

2 komentarze: