Richard Askwith "Stopy w chmurach" - recenzja książki.

Nie czytaj tej książki. Nie zaglądaj do niej. Nie ma to sensu...gdy wokół Ciebie nie ma choćby namiastki GÓR!

Biegi górskie, to moja "pieśń przyszłości". Tak sobie postanowiłem już jakiś czas temu. "Stopy w chmurach" tylko mnie w tym postanowieniu ugruntowały. Ta książka pokazuje również, że biegi górskie to zupełnie inna bajka niż "klepanie po asfalcie". Ale po kolei.



To nie jest łatwa i przyjemna książka, albo inaczej, bywa ciężka. Czemu? Otóż autor ma bardzo profesjonalne podejście do pisania o biegach górskich, ich historii oraz tego jak wyglądają obecnie. Co więcej Pokazuje historię biegów i biegaczy z Wielkiej Brytanii, a co za tym idzie lista wymienianych biegów i nazwisk biegaczy ( i ich wyników!) zwykłemu biegaczowi mówią raczej niewiele. Nie ukrywam, że trochę poszperałem w internetach, żeby zobaczyć o czym autor pisze.
Ale w książce są też biegi znane, wręcz legendarne, takie jak Bob Graham Round...
No własnie, Bob Graham Round - bieg, który stał się obsesją autora. Podtytuł książki "Opowieść o pasji i obsesji biegania" bardzo dobrze obrazuje to co piszący przeżywał, i jak dał się złapać w niezwykłą pułapkę biegów górskich.



Oto zwykły biegacz amator z Londynu, zawodowy dziennikarz, postanowił ukończyć ten legendarny bieg (42 najwyższe szczyty Lake District w ciągu 24h), ale jeśli spodziewasz się, że będzie to książka o jego przygotowaniach do tego biegu, oraz szczęśliwym, pełnym emocji, trudu i znoju  zakończeniu - zawiedziesz się. Książka to bez wątpienia zbiór wiedzy na temat historii biegów górskich, autor przedstawia sylwetki największych bohaterów tej dyscypliny (tych z Wielkiej Brytanii), oraz opisuje największe i najciekawsze zawody. Robi to w tak umiejętny sposób, że czytelnik (przynajmniej ja) porusza po stronach książki jak po sinusoidzie, od fragmentów wręcz nużących, pełnych nic niemówiących mi nazwisk, po opisy biegów i zmagań biegaczy tak intensywnie ciekawych, że nie możesz oderwać się od książki. Askwith pisze w taki sposób, że książka nie jest ci czytelniku obojętna, i sprawia, że masz ochotę czytać ją od początku do końca, nawet przy nudniejszych fragmentach.
Trochę przekłamałem pisząc, że nie ma w niej relacji z przygotowań  autora do ukończenia Bob Graham Round - są, ale wplecione w całość książki, ukazują tylko upór i determinację, a także obsesję jakiej biegacz może się poddać. Są to fragmenty niezwykle inspirujące, ale też dające do myślenia, a przy tym wszystkim autor nie zapomina o angielskim poczuciu humoru. Żeby nie zdradzać tajemnic książki, napiszę tylko, że efekty podjętej próby ukończenia legendarnego biegu wcale nie są oczywiste.

Mam jeszcze jedną myśl, może bardziej refleksję po przeczytaniu tej książki. Otóż, gdy odkładam ją na półkę, patrzę na swój zegarek z GPS, w szafce mam kilka par butów do biegania z większą czy mniejszą amortyzacją, na różny teren. W szufladzie leżą super skarpetki, kompresja na łydki, koszulki techniczne...i trochę się wstydzę. Wstydzę, bo czytałem o ludziach, którzy w ciężkich butach (lub boso) i spodniach roboczych obciętych przed kolano, potrafili biegać po górach i w taki sposób, że mimo najlepszych gadżetów, większość z nas im nie dorówna.

Zapytasz czy warto przeczytać Stopy w chmurach?
Odpowiedź może być tylko jedna: WARTO!

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa Galaktyka

Damian Orzechowski

2 komentarze:

  1. Myślę, że przeciętny "ubijacz asfaltu" tej książki nie da rady skończyć, ciężka jest... Słuchaj, a może założymy klub BGR2015.pl (od Bob Graham Round 2015), zbierzemy jeszcze kogoś i w przyszłym roku spróbujemy pójść w ślady Askwith'a ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Piotr! Może faktycznie za bardzo wierzę w przeciętnych biegaczy :) Łatwo się jej nie czyta.
      Co do klubu?2015? Chyba za cienki jeszcze będę na taki bieg, ale zasiałeś ziarenko w mej głowie. Fajnie byłoby zrobić taką trasę.

      Usuń