Aby istnieć, człowiek musi się buntować. - Albert Camus

Dziś ja się buntuję...w imieniu 3-letniego chłopca... W imieniu dziecka... Dla siebie- żeby sobie ulżyć, dać upust emocjom... Żeby powiedzieć NIE pieprzonym absurdom.    Wściekłość przeplatana z żalem, rozczarowaniem... Ku***a jak tak można, no jak??? Nie godzę się na to, nie przyjmuję do wiadomości.... Jak to mówi Bartek, gdy jest zły: NIE CHCĘ, NIE LUBIĘ, NIE BĘDĘ, NIE CHCĘ!!!!!!! Grrrrrr



Wiecie jak wygląda orzekanie szanownej komisji (celowo piszę z małej litery, żeby pokazać brak szacunku dla tak mało profesjonalnych, totalnie nieempatycznych osób w niej zasiadających)?
Dwa gabinety- jeden lekarski, drugi... dwie panie-właściwie nie wiadomo kto, bo nikt się nie przedstawia, ale wymaga od 3-latka podania swojego imienia, nazwiska i wieku (w tym wypadku Bartuś, zazwyczaj pogodny, śmiały i otwarty dzieciak, odwraca się swoimi małymi "czterema literami" do szanownej komisji i spoglądając kątem oka w moją stronę mówi, że nie powie jak ma na imię. Widzę po nim, że faktycznie nie powie i nie ma sensu go namawiać, żeby jednak pokazał paniusiom kim jest i że umie się przedstawić.
Pani "po prawej" z nosem w papierach nie odzywa się w ogóle... Czyta, co 2 min wcześniej napisała pani doktor (  o której badaniu w dalszej części posta).
Pani "po lewej" wyciąga ściągawkę- sądzę, że zestaw pytań jednakowy dla wszystkich typów schorzeń... niepełnosprawności- astma, upośledzenie umysłowe, zespół Downa i jedno jedyne nieszczęsne dziecko bez stopy....
 Pani "po lewej" chcąc ładnie zacząć rozmowę ze mną oznajmia, że pamięta Bartka sprzed dwóch lat i uroczo uśmiecha się do nadal odwróconego pupą Bartka... Ja, również chcąc być miła i pokazać, że zależy mi na podtrzymaniu świetnie zapowiadającej się konwersacji odpowiadam: "Naprawdę pani pamięta Bartka?? To świetnie... Miło mi oznajmić, że nic się nie zmieniło w ciągu tych dwóch lat i Bartkowi stopa nie odrosła. Pragnę też zwrócić Pani uwagę na fakt, iż raczej nie istnieją przesłanki aby kiedykolwiek mogło to nastąpić." Pani "po lewej" nieco oburzona, zagląda do swojego formularza i przystępuje do zadawania swych skomplikowanych pytań...
1) czy dziecko chodzi do przedszkola??? - tak
2) czy dziecko woli bawić się z rówieśnikami, czy samo???- z rówieśnikami
3) czy dziecko bywa agresywne? - hm... agresywne nie, ale jak każdy człowiek, umie adekwatnie zareagować na stresującą go sytuację.
Pani "po lewej" i pani "po prawej" notują... jedna z nich mówi "dziękujemy, to wszystko"?
"To wszystko, hmmm, rozumiem"... "OK Synku, powiedz ładnie do widzenia, wychodzimy".
Synek na koniec pokazał klasę, powiedział ładnie "do widzenia", "pa pa" , pomachał.. Pani rzuciła w drzwiach, że dziecko sobie super radzi w tym "buciku ortopedycznym z wkładką" <-- w całej rozmowie to chyba najbardziej profesjonalne zdanie, najbardziej zbliżone sednu sprawy, WOW.
Oczywiście, nie wyprowadzałam już pań "lewej" i "prawej" z błędu... skoro to bucik, niech zostanie bucikiem...
Wracając na chwilę do wizyty nr 1 u pani doktor, która trwała ok 2 minut, czyli 2razy krócej niż u pań lewo-prawych, wyglądało to tak:
Pani lekarz- wyciągając swój formularz do zakreślania ("wymaga", "nie wymaga". "dotyczy", "nie dotyczy") zapytała: "Co jest dziecku?"
Pani mama- "nie ma stopy"
Pani lekarz- "yyy... ale kawałka stopy nie ma tak?"
Pani mama- "nie, całej stopy! nie ma wcale!!!" ( da się to powiedzieć prościej?)
Pani lekarz-"hm... tu jest napisane "skrócenie... ble ble ble"
Pani mama- "Wie pani, tak to się fachowo nazywa. Syn nie ma stopy, w ogóle, ani kawałka" (chyba teraz było prościej??)
Pani lekarz- "proszę rozebrać syna ze spodni, chcę zobaczyć"
Pani mama- rozebrałam... (protezy pani lekarz już nie kazała zdejmować, rentgen w oczach wystarczył i widok sztucznych paluszków- myślę, że była w lekkim szoku)
Pani lekarz pospiesznie zakreśliła co dotyczy, a co nie, co wymaga... i po wizycie...


W 6 minut troje ludzi decyduje o kolejnych latach funkcjonowania w świetle prawa urzędniczego
 (właściwie to nie wiem jakiego...  gdzie tu prawo.. ) mojego dziecka... 
W 6 minut te osoby są w stanie przewidzieć, że za 2 lata Bartek wróci na komisję ze stopą...
Wróci... tyle, że to będzie sztuczna stopa protezowa. Po 2 latach sądzę, że będzie to stopa nr... 4 lub 5, nie licząc tych za małych w szufladzie.
Wystarczy 6 minut, żeby stwierdzić, iż dziecku niepełnosprawnemu ruchowo nie należy się karta parkingowa dla osoby niepełnosprawnej....
Dziś, kiedy odbierałam orzeczenie i zapytałam o kartę... pani urzędniczka z szyderczym uśmiechem odpowiedziała- "Jemu się nie należy, z resztą jak widzę na poprzednich orzeczeniach, nigdy MU się nie należała". Muuu- to robi krowa, pomyślałam.... Bartkowi się nie należy, ale sąsiadowi pijakowi już tak....
Jak sobie przypomnę  co się działo z Bartkiem kilka miesięcy temu... Kiedy na jego nodze pojawiały się potworne rany, uniemożliwiające mu chodzenie w protezie... Te ciągłe skurcze, które go nie raz łapały i nadal łapią... lub zwykłe zmęczenie, gdy po prostu nie ma sił i trzeba Go nosić... to wszystko jest nieważne... To się nie liczy.... Przecież Bartek ma matkę z rękami do samej ziemi, która w razie potrzeby przeniesie na rękach- tak zrobię to... zawsze... czy teraz 15kilogramowego 3-latka, czy 20kilogramowego 6latka... przeniosę, zaniosę wszędzie... choćbym miała paść na twarz, zrobię to. Sąsiada pijaka nikt nie poniesie... dlatego dobrze, że jemu się to miejsce na parkingach należy...
Tych wszystkich baranów w centrach handlowych, którzy dla wygody swoimi pięknymi Golfikami parkują na "kopertach", żeby było bliżej na siłkę też nie ma kto ponieść... Albo paniusie w szpilkach, które muszą zaparkować bliżej, bo od nadmiaru toreb z zakupami połamią im się paznokcie... Im też się należy...Im wolno... Mandatu przecież nie dostaną...



  Podsumowując:
* Bartek jest niepełnosprawny przez kolejne 2 lata, potem... różnie może być. Pani lewa i prawa
chyba liczą na eliksir na porost stopy- powodzenia!!!
* Bartek jest bardziej sprawny od tych wszystkich, którzy bezkarnie stają na "kopertach", jemu z naciskiem na MuuUUuuu się nie należy.
* Bartek, wg przewspaniałej, nieomylnej komisji WYMAGA- korzystania  z systemu środowiskowego wsparcia w samodzielnej egzystencji, przez co rozumie się  korzystanie z usług socjalnych, opiekuńczych, terapeutycznych i rehabilitacyjnych świadczonych przez sieć instytucji pomocy społecznej, organizacje pozarządowe oraz inne placówki. WYMAGA konieczności stałego współudziału na co dzień opiekuna dziecka w procesie jego  leczenia, rehabilitacji i edukacji,
A L E...  NIE WYMAGA (wiadomo dlaczego- KASA KASA KASA) konieczności stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy  innej osoby w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji....
Z tego wynika, że Bartek nie poradzi sobie bez nas jeśli chodzi o leczenie, rehabilitację, naukę... ale już sam da sobie świetnie radę z wszystkim innym- nie wymaga naszej stałej opieki, nie wymaga naszej pomocy... Synu... od dziś sam zostajesz w domu, sam zakładasz sobie protezę, sam zakładasz buta na protezę- to nic że my dorośli nie raz mamy z tym problem.... ale Ty dasz radę.... Panie orzekły, że sobie poradzisz. Powodzenia!!!


Ja, jako matka, nie daruję.... nie odpuszczę.... Udowodnię, że moje świetnie rozwijające się dziecko, czasami jest po prostu dzieckiem niepełnosprawnym i pewnych rzeczy nie przeskoczy, sam nie zrobi...
3 lata życia małego chłopca, 3 g**no warte orzeczenia w szufladzie... "Kocham Cię Polsko"...

Myślę, że najlepiej to przespać... Dobranoc :*


Śpijcie dobrze... :)


Damian Orzechowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz