Chory, chorszy... naj.....a może po prostu niepełnosprawny

   Mieliśmy dziś z Bartolinim wyprawę do Kielc na komisję... ale nie chcę tu pisać o procedurach, dokumentach itp sprawach....Tylko o POCZEKALNI ;-)

Poczekalnia-siedzimy i czekamy na swoją kolejkę. Razem z nami czeka mama z najchorszym chłopcem w tej poczekalni, obok siedzą rodzice z chorą nastolatką, a za biurkiem interesantów obsługuje chorszy Pan. Wśród nich siedzimy My- zdrowa Mama, zdrowy Syn z.... niepełnosprawnością ruchową ;-)
Bartuś wyciągnął auta z mamusinej torby, zaczął nimi jeździć po podłodze, biegać, skakać co zmusiło mamę chorej nastolatki o ciche komentarze. (zapewne pytała córkę: " A co ona tu robi z tym dzieckiem, przecież wygląda na zdrowego" albo "Pewnie ma ADHD- bo taki szybki"). 
Widząc skoki Bartka i jego ochoczą zabawę autami po caaaałej podłodze, mama najchorszego chłopca przycisnęła go delikatnie do siebie, nie pozwalając tym samym na jakikolwiek kontakt naszych dzieci...  :-(
Na szczęście tak to już jest, że zawsze zabieramy z Bartkiem więcej aut niż to konieczne, właśnie po to, żeby Mały mógł się nimi podzielić z jakimś znudzonym czekaniem dzieckiem. Tak też było tym razem. Poprosiłam: "Synku, podziel się autkiem z chłopcem", "Zapytaj, może się z Tobą pobawi". Przy tym wszystkim byłam świadoma tego, że chłopiec nie odpowie. Nie dało się ukryć, że nie mówi, wydaje tylko jakieś pojedyncze dźwięki, mimo że "na oko" miał  4,5roku. Nie dało się też ukryć, że na twarzy mamy Wojtusia- bo tak ma na imię najchorszy z czekających, pojawił się uśmiech i chyba poczuła się swobodnie, wiedząc, że nie musi izolować swojego dziecka od mojego tylko dlatego, że jest "bardziej chore". 
Od tej pory chłopcy wymieniali się samochodami, ścigali i porozumiewali na migi. 
Zabawa skończyła się, gdy chorszy Pan wstał zza biurka i przechodząc obok chłopców potknął się o auta i upadł... Nie chciał pomocy, choć ciężko mu było wstać... 
Bartka nie zdziwił upadek "chorszego" Pana tylko sposób w jaki chodził... (Sądzę, że była to osoba z mózgowym porażeniem, świetnie radząca sobie bez kul). 
Mały zapytał najgłośniej jak potrafi: "Mamo, dlaczego ten Pan tak dziwnie chodzi?????!!!!! Dlaczego???!!!" Nie zdążyłam odpowiedzieć, Pan odpowiedział za mnie: "Dlatego, że jestem chory, tak samo jak Ty"...
Bartek nie zrozumiał odpowiedzi niepełnosprawnego Pana. W domu kilka razy pytał o niego, dlaczego ma takie krzywe protezki, dlaczego tak chodzi...
Nie wiem z czego to wynika, ale pojęcie "niepełnosprawność" jest także tematem tabu u nich samych (niepełnosprawnych osób). Dlaczego nazywają siebie "chorymi"? Dlaczego matki swoich niepełnosprawnych dzieci tak izolują swoje pociechy przed kontaktami z osobami sprawnymi? 
Dlaczego dorośli niepełnosprawni nie potrafią wyjaśnić dziecku, że nie są chorzy, są niepełnosprawni.


Bartek jest na początku swojej drogi... Wózek inwalidzki nazywa "śmiesznym wózkiem", wjazd dla wózków "płozami na narty" , a niepełnosprawne dzieci to po prostu dzieci :) 
Trzeba Cię dalej mądrze wychowywać Synu :-)


Karolina Orzechowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz