Z cyklu - poznajemy naszych biegaczy - rozmowa z Przemkiem.

Przemka można lubić lub nie, można się z nim zgadzać albo wręcz kłócić, ale na pewno nie można być wobec niego obojętnym!
Osobiście cenię Go za poczucie humoru i intelekt, i chociaż nie mieliśmy okazji poznać się osobiście, ten człowiek ujmuje mnie za każdym razem jak z Nim rozmawiam wirtualnie. Dlaczego? Ponieważ nie było jeszcze takiej rozmowy, w której nie zapytałby o zdrowie Bartka.
Zapraszam was do przeczytania mojej krótkiej rozmowy z Przemkiem.








Gdybyś miał opisać siebie w kilku słowach, co by to było?  Jakim jesteś człowiekiem?

Długo by pisać. Napiszę więc krótko. Niespokojny duch. :)

Pytam nie bez przyczyny. Chyba każdy, kto Cię zna, wie, że nie można być wobec Ciebie obojętnym. Można się z Tobą zgadzać, nie lubić Cię, lubić, ale na pewno nie jesteś obojętny. Zawsze tak było?

Myślę, że kluczem jest słowo „zna”. Trudno powiedzieć, że się kogoś zna, czytając jego wypowiedzi na portalu społecznościowym. Czasami zdarza zdarza mi się napisać coś, a potem okazuje się, że zostało to zupełnie inaczej odebrane, niż było to moją intencją. Powiem tak, zyskuję przy spotkaniu twarzą w twarz. ;) A co do drugiej części pytania. Nie zawsze tak było. Kiedyś byłem (choć mi się wydaje, że wciąż jestem) człowiekiem powszechnie lubianym. W pewnym momencie zrozumiałem jednak, że życie nie polega na tym, żeby się z zawsze z każdym zgadzać. Warto mieć własne zdanie i go bronić. Nawet kosztem tego, że spadnie popularność w środowisku. Mam wrażenie, że dla równowagi, wzrasta wtedy szacunek. Nic w przyrodzie nie ginie.

Biegasz, robisz zdjęcia, coś jeszcze? Co jest  Twoją największą pasją?
Aktualnie największą pasją jest bieganie. Nie mam wątpliwości. Jestem takim typem, że jak już coś robię, to się na tym mocno koncentruję. Kiedyś dużo fotografowałem, chodziłem po górach. Potem wspinałem się w skałach.  Wspinanie porzuciłem z dnia na dzień i zacząłem biegać. Teraz mam kłopoty w domu, bo Asia (moja żona) marudzi, że w szafach zalegają tony szpeju (sprzętu wspinaczkowego). Ale myślę, że w skały i góry jeszcze wrócę.

Twój największy sukces związany z bieganiem?

Pewnie wszyscy myślą, że przebiegnięcie maratonu w Krakowie w maju 2014. Otóż nie. Za największy sukces uważam moją walkę z Półmaratonem Suhara, którego większość (15-16 km) prowadzi piaskami Pustyni Błędowskiej. Bieg odbył się w piekielnie trudnych warunkach (deszcz i niska temperatura). Półmaratony biegam w czasie 1:45-1:50. W tamtym biegu miałem wynik 2:16 i uważam go za świetny!

Wymarzony bieg/start/zawody?

Bieg Ultra Granią Tatr. Chciałbym się przygotować do niego na 2017 rok.

Wzorujesz się na kimś? Masz jakiś biegowy autorytet?

Hmmm. Trudna sprawa. Imponują mi ultramaratończycy, tacy jak Anton Krupicka czy Kilian Jornet. Ale to ekstraklasa światowa. W mojej biegowej drodze, bardzo wspierał mnie warszawski ultramaratończyk Krzysiek Zaniewski. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że pośród setek sprzecznych rad, jakie można wyczytać w internecie, trzeba wybrać sobie jednego sportowca, którego będziemy się radzić. Moim wyborem był Krzysiek i jestem z tego powodu bardzo zadowolony. To świetny facet. Prowadzi wideo bloga chrisactive.blogspot.com. Zapraszam. 

Jak bieganie wpłynęło na Twoje życie? Coś się zmieniło?

Zmieniłem się mentalnie. Zrozumiałem, że stać mnie na dużo więcej niż mi się wydaje.

Kiedyś napisałeś, że powinno się wprowadzić bardziej rygorystyczne ograniczenia czasowe w biegach maratońskich. To jak to jest, maraton powyżej 5h jest mniej wartościowy od tego w 3.30?

To trudny i drażliwy temat. Mam świadomość, że mój pogląd jest mało popularny i można z nim śmiało polemizować. Ja bym po prostu chciał, żeby „przebiegłem maraton” znaczyło więcej niż teraz. Przy limitach na poziomie 6 godzin, wysypie ćwierć, pół i  ćwierćultra maratonów, magiczne słowo opisujące „królewski dystans”, zupełnie się zdewaluowało. Nie wszyscy muszą być maratończykami, ewentualnie muszą włożyć znacznie więcej pracy by nimi być. Tak to widzę.

Prowadzisz bloga - Przemaratończyk, piszesz o bieganiu, ale z moich obserwacji wynika, że chyba nie bardzo zależy Ci na popularności w sieci, mam rację? Jeśli tak, to po co to robisz?

Jesteś wnikliwym obserwatorem. :) Kiedyś chciałem zrezygnować z prowadzenia bloga. Uznałem, że tyle ludzi pisze o bieganiu, że ja już nie mogę do tematu wnieść niczego nowego. Koleżanka-biegaczka z Zabrza powiedziała mi wtedy, żebym pisał dalej, bo jak moje córki to kiedyś przeczytają, to będzie ubaw. I to mnie przekonało. Piszę po to, żeby kiedyś siąść przy komputerze z dzieciakami i śmiać się z tego tego bloga do łez. No może nie z każdego posta. Pisząc recenzje sprzętu, którego używam, liczę na to, że pomogę  komuś w dokonaniu wyboru. A co do popularności. Pewnie, że każdy chce być popularny. Mieć dużo komentarzy na blogu czy lajków pod postem. To miłe. Ale nie jest najważniejsze.

Bardzo aktywnie uczestniczysz w życiu naszej Drużyny, poznałeś też chyba całkiem sporo z „naszych” biegaczy. Co najbardziej cenisz w Drużynie Bartka, a może jest coś czego nie lubisz?

Cenię to, że nie ma w Bartkowej ekipie podziału na szybszych i wolniejszych. Cenię to, że doceniacie każdy wynik i każdy start w „koszulce mocy”. Poza tym, wielokrotnie płynęły z Waszej strony wyrazy wsparcia dla mnie, mimo tego, że mamy różne zdania na pewne tematy. W zamian za to, możecie liczyć na moją skromną osobę, gdy będzie taka potrzeba. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. 
 
Dziękuję Ci za tę, i nie tylko tę rozmowę!
 

Damian Orzechowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz