Urodzinow ażyciówka, czyli relacja z X Półmaratonu Warszawskiego

Fot. M. Zbrowski

To było jak polowanie na czarownice, jak niekończąca się opowieść, pełna rozczarowań i goryczy. Tę cholerną barierę, tę ścianę z wymalowanym napisem 1:30 próbowałem zburzyć przez cały zeszły rok. I dupa.  Aż do wczoraj, ale od początku.

Moje przygotowania do tego sezonu muszę (niestety) podzielić na dwie części. Pierwsza, to czas od grudnia do końca stycznia. To okres w którym przygotowywał mnie Mateusz Jasiński, to pod jego okiem rozpocząłem treningi i wszystko układało się naprawdę dobrze. Do czasu. Początek lutego, mój kręgosłup odmawia posłuszeństwa, treningi przerywam na blisko 6 tygodni...I zaczynam wszystko od początku. Tym razem sam układam plan treningowy (chociaż cały czas jestem w kontakcie z Mateuszem), a jego trzon to mocne interwały i "górki" czyli długie wybiegania po okolicznych szlakach. To przynosi efekt, po czterech tygodniach od powrotu do biegania, czuję, że jest naprawdę nieźle.
Półmaraton Warszawski był wyjątkową dla mnie okazją do sprawdzenia się i udowodnienia sobie, że mogę to zrobić. Tego dnia kończyłem 30 lat, nie mogło być lepszej okazji do zrobienia dobrego wyniku.

Dzień startu.
Spotkanie Drużyny Bartka przed zawodami to kumulacja pozytywnej energii. Przez kilka minut można cieszyć się uśmiechami, krótkimi rozmowami o niczym, można przybijać piątki i życzyć sobie powodzenia. Można ustawić się do wspólnego zdjęcia, wykrzyczeć "Biegniemy dla Bartka" i poczuć prawdziwą MOC tej Drużyny.  Tak było i tym razem.

Przed biegiem spotkałem jeszcze Smashing Pąpkins, czyli Drużynę, z którą mieliśmy tego dnia rywalizować. Krótka wymiana słów i okazuje się, że Błażej biegnie na podobny czas co ja - będzie raźniej.
Start.
Lecimy. To czego obawiałem się najbardziej, czyli tłoku na starcie, okazało się obawami przesadzonymi, może nie było za dużo miejsca, ale spokojnie można było wejść na odpowiednie obroty, w tym wypadku tempo nieco poniżej 4.15/km. Biegniemy z Błażejem, właściwie nie odzywamy się do siebie, kątem oka obserwujemy się wzajemnie. Pierwsze kilometry - biegnie mi się wyjątkowo dobrze! W głowie od początku powtarzam mantrę "biegnie mi się lekko i przyjemnie", to było moje zadanie na ten bieg, powtarzać mantrę. I cholera, naprawdę biegło mi się lekko!
Na dziesiątym kilometrze Błażej chyba nieco przyspieszył, odskoczył mi na kilka metrów, kusiło mnie, żeby Go dogonić, ale nie! Lecę swoje. Mija mnie Jędrek, przybijamy piątkę i leci dalej.
Fot. M. Zbrowski

Biegnie mi się lekko i przyjemnie

Mantra rozbrzmiewa w głowie, a nogi niosą, czuję, że jest dobrze. Plan realizuję w 100%! Miałem biec na samopoczucie, grunt by wyprzedzać grupę na 1:30 i tak jest.
15 kilometr, czekam na kryzys, ale go nie ma! Odpalam Power Bomb, tak profilaktycznie, wiem, że na 18km jest podbieg. Docieram tam, czuję lekkie zmęczenie, skracam krok i wbiegam, phi! Takich górek to u nas nawet nie nazywa się podbiegami! :) Ok, poczułem go na 19 kilometrze, podłączyłem się pod grupę na 1:30 i leciałem z nimi kilka minut.
Nie, nie pozwolę sobie wyrwać tej życiówki! Musi być poniżej 1:30! Nie odpuszczaj! To mój wewnętrzny dialog z samym sobą! Zbieram się, ostatnie 500 - 600m, nie wiem kim był zając na 1:30, ale robił świetną robotę, ciągle motywował, krzyczał, powtarzał, że kto ma siłę, to niech napier#$$#ala! I ja właśnie zamierzałem napier$%$lać! Jeszcze tylko rzut okiem na grupę, odłączam się, przyspieszam i widzę...Błażeja! Nie będę ukrywać, że poziom mojej motywacji do jeszcze szybszego finiszu wzrósł :)
Ostatnie metry biegnę na pełnej parze, normalnie ogień z dupy! Przed samą metą słyszę Karolinę, zerkam na nich, jest i Bartek, obok stoi brat z żoną - pełna moc! META!
Udało się! 1:29:43. W końcu.
Na mecie medal i pąpki z Błażejem. Później spotkanie ze swoimi, urodzinowe babeczki i zdawanie relacji na bieżąco. To zdecydowanie najlepsze urodziny w moim życiu!
fot. M.Zbrowski
P.s.
Tego dnia dostałem kilka biegowych prezentów: Kamil, Mariusz, Robert, Wiolka, Piernikowa Magda, Paweł, Oni wszyscy pobili swoje rekordy życiowe, a ja trochę im w tym pomogłem - GRATULACJE!

Damian Orzechowski

4 komentarze:

  1. Super! Ogromnie Ci gratuluję i cieszę się że forma wraca na swoje miejsce ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję złamania kolejnej bariery :) Świetny wynik. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń