Warto słuchać dzieci...

Uwielbiam sytuacje, w których Bartek mnie zaskakuje, a im jest starszy tym zdarzają się częściej. Ten mały szkrab jest naprawdę bystry ( to na pewno po ojcu! :) ), ale bez obaw, nie będę się tu chwalić jakie to mam wyjątkowe dziecko.

fot. Mateusz Chra

Chciałbym za to napisać, jak to czasami stajemy się ofiarami własnych słów, żeby nie napisać systemu. Od małego wpajamy naszym dzieciakom zasady, wartości, uczymy ich ogólnie przyjętych norm. Nierzadko sprowadza się to do rzucanych haseł: nie wolno, tak jest nieładnie, musisz być grzeczny, nie mów tak, nie rób siak. Ot, taka "norma" wychowawcza.
Już kiedyś pisałem, że do ideału to naszej rodzince daleko, niemniej jednak, staramy się by Bartek rozumiał co do niego mówimy i dlaczego wymagamy tego czy owego. Wyjaśnienia padają często w przepaść, ale być może kiedyś zakiełkują i przyniosą owocne zbiory, najlepiej w postaci dobrze wychowanego człowieka. 
Nie, nie wychowujemy Bartka bezstresowo, ma On swoje obowiązki, ma przyjemności (u dziadków płci męskiej, głównie przyjemności), ma też prawo wyboru, jeżeli uznamy, że w danej sytuacji, możemy zostawić Jemu decyzję,  w ten sposób uczy się odpowiedzialności. Ponosi tez konsekwencje swoich zachowań, te dobre, jak i te mało komfortowe dla Niego.
Ale po co ja to piszę? Na pewno nie po to, aby pokazać komukolwiek jak wychować dziecko, tu każdy ma, a przynajmniej powinien mieć swój plan, swoje metody.
Piszę to ponieważ w ostatnich dniach Bartek pokazał mi jak łatwo się zapomnieć. Jak łatwo nie stosować się do zasad, których przestrzegania wymagamy od naszych dzieci. No właśnie, my WYMAGAMY od nich, a od siebie? Każdy sam musi sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Od małego - uczymy, tłumaczymy, wpajamy. A dziecko rośnie i rozumie coraz więcej, zbiera informacje, doświadczenie i...nie zawaha się ich użyć w odpowiednim momencie.
Ja dostałem swoją lekcję wczoraj, w sytuacji prozaicznej, błahej, ale takiej, która dała mi naprawdę do myślenia.
Otóż wyobraźcie sobie mnie montującego roletę w drzwiach balkonowych, Mały oczywiście mi "pomaga", kręci się pod nogami. Roleta jak na złość spada mi kilka razy, nie mogę jej ogarnąć bo rąk mi brakuję, Karolina u dentysty...i w końcu po którymś tam upadku, pod nosem, cichutko, rzucam: no ja pier@#ę!
I tu zaczyna się lekcja:
Bartek: Czemu tak powiedziałeś? Przecież to brzydko!
Ja: Nie, nie powiedziałem nic...
Bartek: Powiedziałeś, słyszałem
Ja: Nie synu...
Bartek: No przyznaj się, przecież słyszałem. Teraz Ci głupio (!)
Ja: ...Masz rację synu, nie powinienem tak mówić, wyrwało mi się...
Bartek: Byłeś zdenerwowany?
Ja: Tak...
Bartek: Trzeba przeprosić i już, czasami tak się robi...
Ja: ....przepraszam...

KURTYNA

Zatkało mnie. Mój niespełna czteroletni syn. 

Z jednej strony byłem w szoku, że mały tak zareagował, z drugiej, cieszyłem się, że to była właśnie TAKA reakcja, a z trzeciej...było mi wstyd. Wstyd za to co zrobiłem i chciałem zrobić. Nie chodzi tylko o przekleństwo, ja chciałem Go oszukać, wyparłem się błędu. To naprawdę dało mi do myślenia, przecież Bartkowi nie można kłamać, uczymy Go uczciwości...a tu taka wtopa!
Uwielbiam gdy moje dziecko mnie zaskakuje...
Czas odrobić lekcję.





Damian Orzechowski

1 komentarz: