Gdy emocje już opadną...

Uwaga Biegacze! Popełniłam właśnie artykuł/relację z półmaratonu. Zapraszam do lektury!!!!

Tak wypadałoby zacząć tekst o bieganiu... Wszyscy tak zaczynają... Coś tam przebiegną, potem muszą POPEŁNIĆ tekst o tym, by na końcu zaprosić czytelników do wspaniałej lektury ;-)

To nie dla mnie... Relacje też nie są dla mnie... Nie bardzo widzę sensu pisania o tym, co czułam podczas każdego z 21 kilometrów... Nie bardzo wiem, kto chciałby o tym czytać- na 2km kolka,
na 7km marsz, a na 18km widziałam "Drona", nawet miałam siłę mu pomachać... itd...
Coś Wam jednak napiszę. Czy wyjdzie z tego "relacja"? Sami ocenicie.

     Nie jest łatwo zrobić coś z niczego. Gdy ktoś, dla kogo 3km jest wyzwaniem, a całe to bieganie największą głupotą świata, zdecyduje się przebiec półmaraton, to w grę muszą wchodzić: MIŁOŚĆ do Kogoś wyjątkowego, nieziemsko wielka zawziętość i upór. To wszystko na moje szczęście,   a na nieszczęście moich bliskich- posiadam, dlatego też udało się zrealizować plan.

Plan od początku do końca zakładał, żeby zmieścić się w 3 godzinach, po których wkracza Chrabąszczowy walec i zwija niedobitków.
Plan, który miałam w głowie nie zakładał opcji zejścia z trasy. Tu po raz kolejny przydały się moje przeokropne cechy charakteru, "nie zejdę choćby nie wiem co". No i nie zeszłam. Nie było takiej potrzeby. Nawet wtedy, gdy na rynku dopadła mnie ulewa i nie widziałam kompletnie nic. 
Z resztą, jak się później okazało ten deszcz był dla mnie wybawieniem. Kolka ustąpiła, uczucie chłodu dawało kopniaka- pokuszę się nawet o stwierdzenie, że biegło mi się  ????przyjemnie??? :-O. 
Z całego biegu dziś pamiętam kilka faktów, które na pewno schowam głęboko w sercu:
Po 1 wspaniałych ludzi:
   * Wojtka, mojego i Hani prywatnego zająca ( z różowym balonem), który strofował mnie, kiedy próbowałam dać upust swoim babskim emocjom, w postaci bezsensownego słowotoku; który pilnował mojego tempa, a na ostatnich kilometrach zapewniał, że teraz mamy już z górki, że tak niewiele zostało. 
6km... wcale nie idziemy, nic a nic :P

  * Hanię, Artura, którzy mnie zagadywali i nie zostawili, aż do samej mety (dziękuję, że   mogłam z Wami biec, słuchać tego co mówicie. Wybaczcie jednocześnie, że nie mogłam odpowiadać- zabroniono mi :) )

 * Damiana- który krzyczał "Kocham Cię" , "Dasz radę", a przy okazji zrobił nam tyle selfie, że do dziś nie mogę w to uwierzyć  :-)  :-****

 * Marcina "Dulu" Dulębę- nikt w życiu tak głośno do mnie nie krzyczał, żebym biegła. A potem znalazł się na 18km w JAPONKACH i biegł chwilę z Nami- Wariat!!!
*Wszystkich Bartkowiczów, których mijałam, wymieniając uśmiechy, pozdrowienia, "piątki"- za groma nie daliście mi się skupić na biegu, ale co tam, byliście wspaniali :-)

      Jak wiadomo, najcudowniejszy moment spotkał mnie przed metą. Czekający na mnie Bartuś, z medalem w ręce... Najpiękniejszy moment, krótka chwila, kiedy mocno mnie przytulił, dając tym do zrozumienia, że WARTO BYŁO poświecić 4 miesiące na treningi, aby ukończyć ten półmaraton. 






Nie ma lepszego momentu....


      Zapytacie, czy polubiłam bieganie- NIE. Nie to było moim celem.  Chodziło o to, by się sprawdzić, czy jestem w stanie jako matka pokonać swoje słabości, swoją niechęć do biegania i zrobić coś od początku do końca DLA KOGOŚ, nie dla siebie. 
Oczywiście, skłamałabym, gdybym napisała, że to całe przedsięwzięcie, nie było także z korzyścią dla mnie. Było- schudłam tu i tam ;-), poznałam świetnych ludzi na zajęciach w Pure przygotowujących do połówki. Poza tym, swoim pomysłem uczestnictwa w połówce, namówiłam przynajmniej jedną osobę, do tego by również spróbowała swoich sił, co bardzo mnie cieszy. 

 
     Hm... Przeczytałam to, co napisałam wyżej... :/ Wniosek nasuwa się sam: jaka biegaczka, taka relacja. Z resztą, czego można spodziewać się po osobie, która przyciska STOP w zegarku 10minut za metą :-). Wybaczcie, może kiedyś się nauczę, a może i nie... Po co mi to, przecież szczęśliwi czasu nie liczą :)













Karolina Orzechowska

2 komentarze: