III Piątka dla Bartka, czyli jak zostać Superbohaterem!

Nie ma takich słów, którymi dałoby się opisać ten piękny obraz, namalowany przez setki osób uczestniczących w tym biegu.
Trudno jest nie używać górnolotnych, często patetycznych słów. Cholernie ciężko jest się nie wzruszyć układając sobie wszystkie obrazki w jedną całość. Bardzo trudno.

Ale może to właśnie jest dobre miejsce i odpowiedni czas, żeby akurat takie zdania składać? Może po prostu nie ma innej możliwości? Może inaczej się nie da?

Bo jak opisać bez emocji to co się wydarzyło w niedzielę? Jak można pisać "suchą" relację będąc ojcem małego superbohatera? I w końcu, jak można podziękować ludziom, którzy są z nami już od trzech lat, i dalej chcą nas wspierać?
Nie wiem jak Wy, ale ja na ten bieg po prostu czekam cały rok. Żadne maratony, biegi górskie, połówki czy ultra. Zwykłe pięć kilometrów, gdzieś daleko od centrum miasta, a dla mnie stanowią one punkt odniesienia.Bo tu się dzieją rzeczy wyjątkowe!
Powinienem teraz napisać o przygotowaniach do biegu, o organizacji, o zaangażowaniu wspaniałych ludzi, którzy poświęcili swój czas aby to wszystko TAK wyglądało. Powinienem podziękować Pawłowi za świetny motyw przewodni Piątki, #zostańsuperbohaterem, za Wasze zdjęcia na Facebooku, którymi zalaliśmy kawał Internetu.




Ale napisze o czymś innym, o czymś co utknęło mi głęboko w sercu.

Na tydzień przed biegiem, Bartek nam się rozchorował. Dopadł Go jakiś wirus, cholerne paskudztwo, które zaatakowało mu gardło, ręce i nogi. Był cały w krostach. Niestety, zawsze w takich sytuacjach najbardziej obrywa noga pod protezą. Teraz też tak było. Cała łydka i zakończenie nóżki (bardzo nie lubię słowa "kikut") wyglądała jak jedna, wielka, czerwona rana, a za ciasna już proteza dokładała swoje. Byliśmy załamani, bo udział Bartka w biegu stanął pod znakiem zapytania, a On sam przez prawie cztery dni nie chodził, bo każdy krok był dla niego bolesny. Choroba odpuściła, ale rany na nóżce zostały a proteza średnio nadawała się do biegania. Mimo to, Mały bardzo chciał biegać "na nóżkach" i ciągle to powtarzał, bo to "jego bieg"
Wystartował w biegu na 400m i pewnie dla osób postronnych wszystko wyglądało ok, ja jednak widziałem, że się męczy, że bieg sprawia mu ból...Pod koniec chciałem Go nawet wziąć na ręce i tak przekroczyć linię mety, ale wydarzyło się coś, po czym długo nie mogłem opanować wzruszenia...Do Bartka podbiega Staś, Jego przyjaciel! Uśmiech na ich twarzach pojawia się automatycznie, chłopaki łapią się za ręce i pędzą w kierunku mety! Ból schodzi na dalszy plan, pojawia się czysta dziecięca radość! To było dla mnie coś niesamowitego. Najpiękniejszy obraz III Piątki dla Bartka, obraz niezwykle symboliczny w moim odczuciu.



To największa wartość tego biegu, całej naszej akcji. Ta sytuacja, krótka chwila. Może to wyolbrzymiam, doszukuję się czegoś więcej w tym geście, ale dla mnie jest to symbol tego, że Bartek nie jest sam!
Podczas biegu znalazł swojego przyjaciela, który pomógł mu zwalczyć trudności, na co dzień ma Najlepszą Drużynę Na Świecie , Was!

No i jak tu się nie wzruszać? Ja nie potrafię.

Damian Orzechowski

5 komentarzy:

  1. Popłakałam się przez Ciebie.... Nie miałam pojęcia o bólu Bartka... Dla mnie to co się dzieje na tej imprezie jest niesamowite; okrzyki przed startem i Wasze wspólne wbiegnięcie na metę... nie da się nie uronić łezki.. podobnie jak teraz kiedy czytam Twoją relację!

    OdpowiedzUsuń
  2. Popłakałam się. Bardzo. I jestem z tych łez dumna tak samo, jak i z tego, że jestem wśród tych kilkuset osób, które tworzą najlepsza na świecie Drużynę - Drużynę Bartka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowitego masz dzieciaka i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Biegłam tam tez więc moge nazywać siebie super bohaterką

    OdpowiedzUsuń
  5. Po przeczytaniu łzy same cisną się do oczu.. Niesamowite dziecko. Pozdrawiam Was serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń