Okrutne dzieci i ich straszni rodzice.

Śmieją się, szydzą, kpią i są okrutne. Zadają pytania, patrzą, dziwią się, komentują. Są straszne i tylko czekają na okazję, wyśmieją, odtrącą i zgnębią. Okrutne dzieci, które mają jeszcze gorszych rodziców...


Tytuł tego tekstu oraz jego wstęp to oczywiście kłamstwo, celowa manipulacja. Sam tekst niech będzie moim komentarzem do sytuacji, których coraz częściej  jesteśmy uczestnikami.

Stajemy pod murem, ta ogromna ściana nas ogranicza, my jej nie chcemy, nie budowaliśmy jej, ale niestety, stało się i jesteśmy do niej przyparci. Ktoś, kto przechodzi obok muru, może nas minąć bez słowa, ale może też do nas strzelić. Każda napotkana osoba  może nas zranić, trafić w nas i tylko od tej osoby zależy gdzie celuje.
Murem, do którego jesteśmy przyparci, to niepełnosprawność naszego dziecka.
I wiecie co? Przez te cztery lata od narodzin Bartka, ten mur zmalał, skruszył się, stał się mały i łatwy do przejścia. Przestał straszyć i ograniczać, a za murem jest bardzo ładny krajobraz, widoki są naprawdę niezłe, a co ważniejsze nic już ich nie przysłania. Jeszcze jedno, mieliśmy to szczęście, że nikt do nas nie strzelał, nie ranił, znalazły się za to osoby, które z ochotą pomagały nam ten mur kruszyć.
Czasami, przekraczając pozostałości po tym co nas ograniczało, możemy się potknąć, gdzieniegdzie spadnie nam na głowy jakiś fragment czy odłamek muru - tak, to potrafi zaboleć, ale to nie może nas zatrzymać. 

Na Bartka ostatnio spadają małe fragmenty skruszonego muru, nasz syn wzbudza ciekawość innych - my dostajemy rykoszetem. Chcemy Go chronić, osłonić Go przed uderzeniem, to zupełnie normalne, naturalna reakcja ojca czy matki. Niestety, czasami się nie udaje, a zdajemy sobie również sprawę z tego, że Bartek wkrótce sam będzie musiał nauczyć się chronić głowę i serce. Rozmawiamy z nim, dużo tłumaczymy, staramy się wspierać, jednak to On będzie narażony na największe ciosy. Nas będą boleć serca, ale to Bartek będzie musiał wstawać po każdym uderzeniu. 

Jest lato, Mały chodzi w spodenkach i sandałach. Ten widok już dawno nie robi na nas wrażenia, nasze otoczenie, rodzina, przyjaciele i znajomi również traktują to jako coś normalnego, Bartek chodzi w protezie i już. Ale przecież za murem są też inni, zupełnie obcy nam ludzie, których ten widok często dziwi, ba! zdarza się, że proteza Bartka wprawia kogoś w zakłopotanie bo wcześniej zadał jakieś "głupie" pytanie o ten dziwny "stabilizator" na nóżce naszego dziecka. 


Ciekawość jest zupełnie naturalna i nie jest niczym zdrożnym, coś co jest inne, na pewno wzbudzi  zainteresowanie. I tu wracam do tych "okropnych" i "okrutnych" dzieci. 
Na placu zabaw, w przedszkolu, na basenie - wszędzie tam, gdzie widać protezę Bartka, dzieciaki (i dorośli) zwracają na nią uwagę, nic dziwnego, takich dzieci (całe szczęście) jest stosunkowo mało. Niejednokrotnie ciekawość bierze górę i dziecko pyta: Co to? Czemu tak ma? Po co mu to? I naprawdę, nie ma w tych pytaniach nic złego, chociaż gdy padają - trafiają bardzo mocno w najczulsze punkty. Dzieciaki widzą różnice więc szukają odpowiedzi, nie ma w tym nic okrutnego, chociaż bezpośredniość takiego pytania może uwierać. I uwiera, ale to nie jest wina pytającego dziecka, tak działa rodzicielski instynkt - chronić za wszelką cenę. Tylko, że nie zawsze jest to dobre rozwiązanie i najlepiej zaprezentował to sam Bartek. Czteroletnie dziecko, rozwaliło na łopatki mnie i innych dorosłych, którzy znajdowali się akurat w pobliżu, ale przede wszystkim zaspokoiło ciekawość dzieciaków. Na pytanie typu "co to jest"? Bartek bez zastanowienia odpowiedział: "proteza, tak się urodziłem, bez stopy" I już, po temacie, można się bawić dalej...
Ale co będzie, gdy dzieci zareagują inaczej?

Dzieci zawsze były i będą nietaktowne, bezpośrednie i szczere, i chociaż nam dorosłym może się to wydawać okrutne, to dopóki nie ma w tym złych intencji i celowości, okrutnymi nie są. Odmienność w szczególny sposób wzbudza zainteresowanie u najmłodszych, w końcu one dopiero poznają Świat, uczą się, doświadczają i chłoną go wszystkimi zmysłami. I tu pojawiamy się my, dorośli. To od nas zależy jak nasze dzieci będą reagować na odmienność, tu jest rola rodziców i wychowawców, pokazywanie dzieciakom Świata takim jakim jest, a jest przecież szalenie ciekawy i bardzo różny. Dziecko będzie zadawać pytania, będzie ciekawskie i bezpośrednie, ale to, jak zareaguje na usłyszaną odpowiedź, w dużej mierze zależy od tego, jakiej reakcji nauczyło się od rodziców. Jeżeli dorośli będą uciekać przed odmiennością, to tak samo zareaguje dziecko. Jeżeli matka czy ojciec, na widok osoby niepełnosprawnej przechodzi na drugą stronę ulicy ciągnąc dziecko za rękę, unika spojrzeń, odwraca głowę, to jak ma zachować się dziecko? Uciekanie z placu zabaw gdy pojawi się tam dziecko z zespołem Downa czy z autyzmem też nie jest dobrym wyjściem. 

"Nie baw się z tym głupkiem", "zostaw go, to wariat"
Znacie to? Oby nie...

Nasz syn (a my razem z nim) dopiero uczy się swojej odmienności, doświadcza jej i na nią reaguje. Czasami jest zdziwiony, często zaskoczony, zdarza się być zakłopotany, a gdy wieczorem zadaje nam jakieś trudne pytanie, wydaje się być naprawdę smutnym. Wszystko jeszcze przed nim i chociaż chciałbym go uchronić, wiem, że jeszcze nie raz poczuje się zraniony. Jego wyjątkowość ma swoją cenę, ale wierzę, że dzięki temu, Bartek będzie tylko silniejszy.
Przed nim całe życie, chciałbym, tego mu życzę, aby na swojej drodze spotykał znacznie więcej ciekawskich dzieciaków, którzy mają/mieli mądrych rodziców. Dzięki temu, mur o którym wspominałem, już nigdy nie przysłoni mu widoków na przyszłość.


Damian Orzechowski

1 komentarz: