Szczęście jest w zasięgu każdego z nas. Mimo wszystko.


Od ponad czterech lat co jakiś czas ktoś nas dopytuje o Bartka, przeprowadza wywiad lub nagrywa materiał o nas i naszej akcji. To oczywiście jest nam bardzo potrzebne i cieszymy się z większości takich sytuacji, w końcu im więcej osób pozna historię Bartka tym lepiej. Jednak podczas ostatniego wywiadu do jednej z gazet, coś w nas pękło. Jeżeli chodzi o Bartka, to z Karoliną rozumiemy się doskonale właściwie na każdej płaszczyźnie, tak samo było i wtedy, gdy po raz setny usłyszeliśmy pytania o moment narodzin naszego syna, o nasze uczucia i to co się z nami wtedy działo. Odpowiedzieliśmy oczywiście na te pytania, zawsze odpowiadamy, ale oboje czuliśmy się tym zwyczajnie zmęczeni.

Od narodzin Bartka minęło ponad cztery lata, przez ten czas wydarzyło się tyle rzeczy, o których warto opowiedzieć, tyle jest fantastycznych sytuacji w naszym życiu dzięki Bartkowi, że pomimo jego zaledwie czterech lat mógłby nimi obdarować kilka osób. Ale nie, wszyscy chcą wiedzieć jak to było tuż po narodzinach. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że to ważne, a z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że najważniejsze, tylko, że my nie żyjemy tamtym dniem. Już dawno pogodziliśmy się z tym co się stało, żyjemy dalej i jest zupełnie normalne. Z tym wyjątkiem, że prowadzimy akcję dla Bartka. Taka była nasza decyzja tuż po narodzinach Małego - żyć dalej i zrobić wszystko, żeby Bartek miał normalne i fajne dzieciństwo. I tak jest.


W całej naszej akcji, w tym co robimy i jak żyjemy staramy się dostrzegać i przekazywać dalej jak najwięcej pozytywów. Lubimy się cieszyć życiem i chociaż jak każdy mamy gorsze chwile, to Bartek  nauczył nas doceniać więcej szczegółów z otaczającej nas rzeczywistości. Dla nas szklanka jest zawsze do połowy pełna, chociaż czasami trzeba się jej długo przyglądać, żeby to dostrzec.
Już kiedyś pisałem, że to co wtedy przeżywaliśmy w nas zostanie na zawsze i przypuszczam, że nawet średnio empatyczna osoba jest w stanie wyobrazić sobie lub przynajmniej nazwać część tych uczuć i emocji. Wiemy oczywiście, że taki emocjonalny materiał w TV czy artykuł w gazecie jest zupełnie inaczej odbierany, ale my zdecydowanie wolimy skupiać się na tym co jest i będzie niż na tym co było.
Z niepełnosprawnością naszego dziecka każde z nas poradziło sobie na swój własny sposób, ale chyba nigdy nie mieliśmy momentu, w którym użalamy się nad sobą czy Bartkiem. Potraktowaliśmy naszą sytuację jako zadanie, z którym musimy się zmierzyć i je rozwiązać, co więcej, jestem przekonany, że to wszystko co się dzieje wokół Bartka pomogło nam przetrwać najtrudniejsze chwile. Bo rozwiązań trzeba szukać w działaniu, same do nas nie przyjdą.
Nie ma jednej, uniwersalnej recepty na udane i szczęśliwe życie, każdy z nas szczęścia doszukuje się w czymś innym, ale mam wrażenie, że nam udało się obrać dobry kierunek do bycia szczęśliwymi ludźmi i pewnie zabrzmi to banalnie, ale szczęście jest w zasięgu każdego z nas. Mimo wszystko.
 

Damian Orzechowski

1 komentarz:

  1. Dziennikarska praca jest ciężka. Czasami lepiej jest zapytać o więcej rzeczy, a później odpowiednio przygotować materiał. Sam często pytam osoby dokładnie o te same rzeczy, na które znalazłem odpowiedzi w internecie, bo czasami coś się zmienia, powiemy coś inaczej. W przypadku narodzin, oczywiście nic tutaj się nie może zmienić. Mimo wszystko głowa do góry. Dziennikarskie pytania będą się powtarzać. Nic na to nie poradzicie. Trzymam kciuki! Powodzenia! ;-)

    OdpowiedzUsuń