Jesteś kowalem swojego losu...

Lipiec 2015- Turnus Rehabilitacyjny w Zakopanem. Przechadzamy się całą trójką po depataku na Krupówkach. Mijamy setki turystów, mimów, pluszowych maskotek, które namawiają do wspólnych zdjęć. 
Na przeciwko jednej z góralskich restauracji, na małym krzesełku siedzi mężczyzna. Skromnie ubrany, przed nim leży pudełko po margarynie, z kilkoma złotówkami w środku. Nie jest mimem, 
nie gra na gitarze, nie sprzedaje świecących dupereli. Nie ma nogi. Bartek otwiera szeroko oczy. Jest przyzwyczajony do innego widoku. Wie, że jak się nie ma stopy/ nogi/ kończyny, to się kupuje protezę i po kłopocie!!! 
Bartek wrzuca kilka złotówek, przy okazji obserwując zaniedbany kikut pana. My, chcąc pocieszyć gościa, opowiadamy o stopie Bartka, pokazujemy jego protezę, a to wszystko z uśmiechem na twarzy, dla podkreślenia faktu, że jesteśmy szczęśliwą rodziną i mamy szczęśliwe dziecko. 
Bartek żegna się z Panem przybijając "piątkę". Odchodzimy. 



Wrzesień 2015- Skarżysko- Kamienna, okolice bazarów. Jedziemy z Bartkiem samochodem. Zatrzymujemy się przed pasami, przepuszczamy pieszych. W pobliżu, na chodniku, na kawałku kartonu siedzi człowiek. Na oko ma jakieś 35lat. Przy nim leżą 2 kule, przed nim małe pudełko. 
Nie sprzedaje malin, nie gra na harmonii. Nie ma nogi. Ludzie w pośpiechu trącają jego kule, w duchu pewnie myślą: "też nie miał gdzie się z tym rozłożyć, tylko na środku drogi...". 
Jakiś facet za mną trąbi, chyba przepuściłam o 3 osoby za dużo... Odjeżdżam. Odwracam się na chwilę, by spojrzeć na Bartka. On pyta: "dlaczego jesteś smutna?". Nie powiem mu dlaczego....



Jest grudzień. Dla wielu z nas to czas refleksji... Ja, czasami wracam do tamtych zdarzeń. 
Szczególnie teraz. 
Zastanawiam się co się dzieje z tymi ludźmi? Czy uzbierali na protezy? A może zbierali na jedzenie? Może na flaszkę? Gdzie jest ich rodzina? Znajomi, może jakieś instytucje, ktokolwiek, kto zabrałby ich z ulicy, pokazał, że można żyć inaczej. 
A może tu nie da się żyć inaczej? Dorastasz, ulegasz wypadkowi, amputują Ci nogę, czasami dwie. Nikt Ci nie mówi,  jak sobie dalej radzić, do kogo zwrócić się o pomoc..... Zostajesz sam...

Wtedy, siedząc w samochodzie i patrząc na tego młodego człowieka bez nogi, strasznie się zaniepokoiłam. Przez ułamek sekundy wyobraziłam sobie na jego miejscu Bartka. Wstyd mi za te myśli. Były przerażające. I choć wiem, że takiego scenariusza los Bartkowi nie zgotuje, to mimo wszystko "taki widok" uczy pokory i pokazuje, że niczego nie masz na zawsze. Nie wiem czy ten człowiek kiedykolwiek miał coś więcej niż karton, pudełko i 2 kule.Jedno jest pewne: wszystko można stracić. Sposobów jest wiele. 
W naszym przypadku, sam czas gra na naszą niekorzyść- takie odnoszę wrażenie.  Kiedyś akcja "Biegnę, żeby Bartek mógł biegać" być może się skończy. Być może któregoś dnia już nikt nie kupi koszulki- cegiełki. Kubek z napisem "Drużyna Bartka" nie będzie już fajnym gadżetem, a 1% tych, którzy przekazują go Bartkowi, powędruje do innego potrzebującego dziecka ( I dobrze!!! Każde potrzebujące dziecko jest ważne!!!)

Dlatego też, wkładamy tyle energii w wychowanie Bartka. Chcemy, żeby wyrósł na sprawnego, samodzielnego chłopaka. Nie podajemy mu wszystkiego na tacy. Do wielu rzeczy już jako 4-latek musi dojść sam. Wszystko to ma na celu, aby w przyszłości widział wiele rozwiązań dla siebie i aby umiał wybrać to najlepsze.
Wierzę, że dorosłość przyniesie mu same dobre rzeczy, pozostawi u jego boku przyjaciół z dzieciństwa, a sam Bartek będzie wyciągał ręce do innych osób po to, aby podać im pomocną dłoń lub po to, żeby podzielić się z kimś np mandarynką ;-)










Karolina Orzechowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram