Bieg po życie - recenzja książki.

Zdarzają się książki, wobec których ciężko jest przejść obojętnie. Taka książka trafiła do mnie zupełnie przypadkiem, w postaci świątecznego prezentu od sklepu Aktywny Nadgarstek i muszę przyznać, że ten prezent dał mi sporo do myślenia.
"Bieg po życie" to biografia Lopeza Lomonga, biegacza, uczestnika Olimpiady w Pekinie, reprezentanta USA. Jego historia zaczyna się jednak w dalekim Sudanie, który jest pogrążony okrutną wojną domową, a sam bohater w wieku zaledwie 6 lat zostaje porwany przez rebeliantów, by następnie uciec do obozu dla uchodźców w Kakumie, w Kenii. Celowo nie opisuję szczegółów tej drogi, nie chcę zdradzać treści książki, ale jedno jest pewne, siedząc w bezpiecznym miejscu i czytając tę historię, włos jeży się na głowie, a serce wypełnia ogromny żal. Żal do Świata i do ludzi, że potrafią być tak okrutni.

Józef Lopez Lomong, jest przykładem człowieka, któremu spełnił się amerykański sen. Czytając jego poruszającą historię można odnieść wrażenie, że akurat jemu los postanowił zrekompensować czas spędzony w obozie dla uchodźców, skąd po 10 latach trafia do Stanów. On sam nie ma wątpliwości, jego losem kieruje Bóg, w którego nawet w najtrudniejszych chwilach swojego życia nie zwątpił. Jeżeli ktoś potrzebuje świadectwa wiary, to z tej książki płynie ono niemal z każdej strony. Lopez, pokazuje jak dzięki ciężkiej pracy, niezłomnej postawie i marzeniom, z zagubionej sieroty wojennej, można stać się jednym z czołowych biegaczy na Świecie, do tego dochodzi jeszcze szczęście i odpowiedni ludzie na drodze do sukcesu, jednak chyba wszyscy wiedzą, że dobro powraca, a Lopez na pewno był dobrym chłopcem i jest dobrym człowiekiem.

Ok, ale gdzie w tej historii jest bieganie? Właściwie wszędzie. Pojawia się podczas ucieczki z obozu rebeliantów, gdzie 6 letnie dziecko musi biec przez 3 dni, żeby przeżyć. Bieganie jest codziennością w obozie w Kakumie, tam z powodu ogromnej liczby zagubionych dzieci, jeśli ktoś chciał zagrać w piłkę nożną musiał przebiec rundę wokół obozu. Ta runda, 30km na bosaka, bez wody i jedzenia, jest przecież tylko wstępem do zabawy, do gry w piłkę...Chyba każdemu z nas, amatorów biegania, uruchomiła się teraz wyobraźnia?
Bez wątpienia, bieganie było dla Lopeza sposobem na przeżycie. Dopiero po przylocie do USA, stało się jego sposobem na życie i drogą do sukcesu. Czytając tę porywającą historię kolejny raz doceniłem wartość biegania i jego niezwykłą moc. Jednak ta książka to też świadectwo okrucieństwa ludzi, biedy, głodu i skrajanego ubóstwa, które przecież ciągle istnieje i dzieje się na naszych oczach. W czasie gdy u nas bieganie staje się coraz większym biznesem, nam wciska się historie typu "musisz być lepszą wersją samego siebie i pokonywać swoje bariery", gdy my zastanawiamy się które buty wybrać i jakie założyć skarpety - zwykłe czy kompresję, na naszych oczach i wcale nie tak daleko, każdego dnia powtarza się historia Lopeza. Niestety, nie każda jest z happy endem i chociażby dlatego warto kupić tę książkę, część dochodu z jej sprzedaży przeznaczona jest na pomoc dzieciakom w Afryce, a przykład Lopeaz i jego braci pokazuje, że warto im pomagać.

Wydawnictwo:SQN
Liczba stron: 279
Okładka: miękka

Damian naszmaratonpl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram