II Suchedniowski Bieg Kobiet #NieCyckamySięZrakiem

Rok temu, na przełomie lutego i marca, moja nie biegająca żona wspólnie z koleżanką Magdą wymyśliły big. Tylko dla kobiet, absolutny spontan, na luzie i bez napinki. Temat szybko podłapały dziewczyny z naszego miasteczka, zmówiły się na internetach i pobiegły z goździkami we włosach. Na mecie dostały po kieliszku mocnego trunku, jabłko i moc męskich uśmiechów. To było bardzo fajne!




W tym roku stwierdziliśmy, że warto bieg rozwinąć i zorganizować na większą skalę. Chętnych do pomocy przy organizacji biegu nie brakowało, pojawił się pomysł połączenia biegu z akcją promującą profilaktykę raka piersi, padły propozycje nazwy biegu i tak po krótkich negocjacjach przyjęliśmy, że II Suchedniowski Bieg Kobiet odbędzie się pod hasłem #NieCyckamySięZrakiem.
To, co mnie bardzo ucieszyło, to przychylność ze strony władz miasta. Suchedniów to małe miasteczko i zajmowanie ulic przez ludzi poruszających się na własnych nogach, kojarzy się raczej z uroczystościami kościelnymi niż z biegami. Jest co prawda Bieg o Puchar Kruka, ale ten odbywa się drogami leśnymi. Ale reakcja burmistrza była bardzo pozytywna, na tyle, że ufundował paniom medale i puchary.

Kolejny etap to uzgodnienie trasy biegu i pozwoleń z tym związanych. Okazuję się, że chociaż w Suchedniowie są "trzy ulice na krzyż", to każda "należy" do innej instytucji...Tu nie obyło się bez stresu, ale koniec końców udało się uzyskać zgodę na udostępnienie dróg. Oficjalnie otrzymałem ją w Piątek, dwa dni przed biegiem :)
Gdy ja załatwiałem formalności, dziewczyny z BS zaktywizowały lokalnych przedsiębiorców do włączenia się w organizację biegu. Dzięki temu mieliśmy milion nagród do rozlosowania wśród uczestniczek. Ogólnie naszym sponsorom, tym oficjalnym i tym, którzy chcieli zachować anonimowość, należą się ogromne brawa i podziękowania!
Skoro jesteśmy już przy podziękowaniach, to wyrazy uznania i serdeczne podziękowania należą się Grupie Strzelców, którzy tak licznie stawili się na biegu i pomogli zabezpieczyć trasę.



W tak zwanym międzyczasie, lista startowa wypełniła się po brzegi.Limit 200 uczestniczek osiągnęliśmy po około czterech tygodniach od rozpoczęcia zapisów. A chętnych nie brakuje. Panie piszą i dzwonią czy jeszcze mogą wziąć udział w biegu, niestety, jedyne co możemy zaproponować to przyjście w dniu biegu i opcja, że ktoś nie odbierze numeru. I nie ma znaczenia czy dzwoni koleżanka, przyjaciółka czy pani poseł, wszystkich traktujemy tak samo.

Dzień startu. Dla mnie to czas podwyższonej adrenaliny i duża dawka mobilizującego stresu. Stresuje mnie bezpieczeństwo uczestniczek na trasie, martwię się o frekwencję, o pogodę...
Od rana przygotowujemy miejsce startu/mety. Na szczęście pojawia się dużo ludzi do pomocy, połączone siły sieBIEGA i grupy Biegający Suchedniów :) działamy bardzo sprawnie i wygląda na to, że wszystko się uda. Nawet pogoda okazała się dla nas łaskawa. Pod halą pojawia się coraz więcej kobiet w strojach biegowych i towarzyszące im osoby. Pojawia się grupa pań z kijkami, wyglądają świetnie - uśmiechnięte, średnia wieku 18 + VAT :) Serce rośnie wraz z frekwencją. Dziewczyny w biurze zawodów wydają ostatnie numery, przyszło 186 kobiet! Jak dla mnie wynik niesamowity! Obok biura zawodów znajduje się stoisko, przy którym Panie ze Świętokrzyskiego Centrum Onkologii udzielają porad i rozmawiają z zainteresowanymi kobietami. Taki bieg to naprawdę świetna okazja do promowania profilaktyki nowotworowej.



Atmosfera biegu udziela się chyba wszystkim, uśmiechy, zdjęcia, żarty, ostatnie poprawki makijażu, kobiety podchodzą do biegu z ogromnym dystansem i poczuciem humoru. Część jest przebrana, część ma we włosach kwiaty. Wygląda to po prostu pięknie! Krótka rozgrzewka i start! Przed nimi pięć kilometrów po może nieco zapomnianym, ale jednak urokliwym Suchedniowie.Na naszych oczach tworzy się historia, bo tak dużego biegu jeszcze w centrum miasta nie było.




Po nieco ponad 21 minutach pojawiają się pierwsze zawodniczki, pojawia się też wątek rywalizacji, bo chociaż to happening bez pomiaru czasu, to walka o pierwsze miejsce wygląda jak najbardziej poważnie. Wkrótce po nich, na mecie meldują się kolejne panie, uśmiechnięte, zadowolone, szczęśliwe. To cieszy najbardziej. Każda z nich dostaje medal, kwiatko - lizaka od dzieci z przedszkola, wodę i coś słodkiego. Dla niektórych z pań to pierwszy taki bieg, pierwsze pięć kilometrów i doskonale widać jak bardzo to przeżywają. Jest też pani, która głośno mówi o tym, że ona już kiedyś z rakiem wygrała i teraz się z nim nie cycka. To wzrusza, bardzo.
Po około godzinie od rozpoczęcia jest już po wszystkim, mamy ostatnie kobiety na mecie, eskortowane przez policję i "Suchedniowskie Atomówki", które zamykały stawkę.


Wręczenie pucharów, losowanie nagród i powoli dobiega końca coś, nad czym pracowaliśmy przez ostatnie kilka tygodni. Nam, osobom, które pomagały przy organizacji biegu zostaje ogromna satysfakcja i poczucie spełnienia. Bo chociaż jest kilka rzeczy do poprawy, jest nad czym pracować, to jednak warto robić coś dla innych. Tak po prostu.


Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak już dziś zaprosić Panie na III Suchedniowski Bieg Kobiet, za rok!

P.S.
Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji tego wydarzenia.


Damian Orzechowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz