Wychowanie z pasją!

Z czasów gdy pracowałem jako pedagog w szkole średniej, pamiętam dość trudną, ale ciekawą rozmowę z matką jednego ucznia. Chłopak, lat 17, prezentował postawę absolutnego „nie chce mi się”. Tumiwisizm w czystej postaci. Matka, załamana jego zachowaniem, ocenami i podejściem do życia, szukała cudownej rady na poprawę sytuacji. Ta rozmowa nie była łatwa, szczególnie dla matki tego chłopaka, a i mnie nie było przyjemnie słuchać narzekania, jakie to jej się złe dziecko trafiło. Po kolejnej fali krytyki i wysłuchaniu, że jej syn niczym się nie interesuje, nie ma żadnej pasji, na niczym mu nie zależy i najchętniej spędziłby dzień w łóżku, zadałem matce jedno pytanie: a czy ktoś z was, rodziców, pokazał mu kiedykolwiek, że można inaczej?


Z doświadczenia zdobytego w pracy z dziećmi, młodzieżą i ich rodzicami, wiem jedno - najmniej problemów wychowawczych sprawiają dzieciaki, które mają jakąś pasję, coś co ich „kręci” , jakiś punkt zaczepienia i odniesienia. Najczęściej jest to sport, ale nie jest to jedyna dziedzina w naszym życiu, którą można zarazić dziecko. Tak, tak, „zarazić”, bo o ile są dzieciaki, które od małego wykazują konkretne zainteresowania, szukają czegoś na własną rękę, i jest z nimi po prostu łatwiej, to ogromna część dzieciaków potrzebuje naszego wsparcia. To po stronie rodziców, już od najmłodszych lat, jest wskazania możliwości i dróg rozwoju. Nie chodzi oczywiście o to, by wybierać za dzieci co będą robić, zapisywać ich na dziesiątki dodatkowych zajęć, ponieważ jest to proces nieco bardziej złożony i wymaga od rodzica pełnego zaangażowania, poświęcenia czasu, a przede wszystkim zrozumienia potrzeb dziecka. Niemniej jednak, to my, rodzice, powinniśmy być dla dzieci przykładem. Trudno wymagać od dziecka, żeby wstało od komputera, gdy na co dzień widzi rodziców wpatrzonych w monitory swoich smartfonów, laptopów czy smart telewizorów.

Z racji tego, że blisko pięć lat temu, pierwszy raz wyszedłem „pobiegać” i tak mi już zostało, bardzo zmieniło się moje życie. Właściwe pod każdym względem. Co więcej, ta zmiana ma ogromy wpływ na mojego pięcioletniego syna. To właśnie on, od kiedy tylko jest w stanie obserwować i utrwalać wydarzenia zachodzące wokół niego, widzi, że jego ojciec, kilka razy w tygodniu wychodzi na trening. Na dodatek, poza ojcem, biega też mama, a od najmłodszych lat sam jest „targany” na wszelkie możliwe zawody biegowe w bliższej lub dalszej okolicy. Efekt jest taki, że dziecko przyjmuje bieganie jako coś tak naturalnego, że sam uwielbia to robić i coraz częściej domaga się własnych treningów - czytaj zabawy w bieganie. Są też efekty uboczne – pięcioletnie dziecko nie pije kolorowych, gazowanych napojów, nie je chipsów, i nie ciągnie go do gier komputerowych. Poza zmianami w moim życiu, bieganie bardzo przemeblowało grono naszych znajomych i obecnie dominują w nim biegacze, triathloniści czy rowerzyści. Zdecydowana większość naszych bliskich, to osoby aktywne, nie palące i takie, które przedkładają niedzielne długie wybieganie nad sobotnią imprezę. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jesteśmy tylko ludźmi ;) Nie piszę tego, żeby się chwalić znajomymi, ale po to, by ich chwalić! Bo przecież oni też mają dzieci i te dzieci również od małego przesiąknięte są sportem! Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to zaledwie wycinek z przekroju naszego społeczeństwa, ale wśród rodziców, którzy sami bawią się sportem, trudno jest wskazać dziecko z nadwagą lub takie, które nie lubi aktywności fizycznej.



Żyjemy w trudnych czasach. Siła „smart życia” ogranicza nas i wypycha z naszej świadomości umiejętność nawiązywania poprawnych relacji i dobrego życia. Jesteśmy uzależnieni od smartfonów, dostępu do Internetu i darmowego wi-fi i taki świat zostawiamy młodemu pokoleniu. Dlatego warto „uzbroić” dzieciaki w coś, co da im możliwość odnalezienia swojej ścieżki w życiu. W myśl zasady „ czym skorupka za młodu na siąknie” jako rodzice mamy ogromny potencjał i pole do popisu, by zarazić dziecko pasją, a pasja jest często najlepszym środkiem wychowawczym. Kto z nas nie chciałby, aby nasza pociecha była systematyczna, cierpliwa i wytrwała w swoich działaniach? Czy poświęcenie, wola walki ale i uczucie porażki nie przydadzą się w codziennym życiu naszych dzieci? I co ważne, nasze dziecko nie musi zostać mistrzem świata w danej dyscyplinie, aby nabyć tych i wielu innych, pozytywnych cech charakteru.
Wychowanie jest bardzo długim i złożonym procesem i nie ma na tu jednej, dobrej recepty. Każdy z nas, rodziców, robi to mniej lub bardziej intuicyjnie, bo przecież nikt nas tego nie uczył, ale to nie znaczy, że nie można szukać, próbować i stosować rozwiązań, które zazwyczaj się sprawdzają. A czy widziałeś/widziałaś kiedyś człowieka z pasją, który nie lubi swojego życia?








Tekst pierwszy raz ukazał się na stronie www.shape.pl

Damian Orzechowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz